W niedzielę z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego przeszedł ulicami Warszawy Biało-Czerwony Marsz "Dla Ciebie Polsko" zorganizowany z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Policja szacuje, że uczestniczyło w nim 250 tys. osób.

Reklama

- Myślę, że powinniśmy się cieszyć, że największy po 1989 roku marsz przebiegł spokojnie, że wspólnie potrafiliśmy oddać hołd wszystkim tym, którzy walczyli i wywalczyli 100 lat niepodległość Rzeczypospolitej Polskiej (...). Bardzo się cieszymy, że potrafiliśmy wspólnie celebrować rocznicę odzyskania niepodległości - powiedział w TVN24 Michał Dworczyk.

Pytany o spalenie flagi Unii Europejskiej podczas marszu szef KPRM nazwał to incydentem, który - jak podkreślił - absolutnie nie powinien się wydarzyć; zwrócił też uwagę, że tego rodzaju incydenty pojawiły się "w minimalnej skali".

- Widzieliśmy kilkanaście flag ONR-u i kilka flag włoskich neofaszystów, żeby była jasność - skrajnej prawicy, która jest legalną partią działającą we Włoszech. Nie było żadnych rasistowskich banerów (...) i było ćwierć miliona Polaków, z których ponad 100 tysięcy miało biało-czerwone flagi - mówił szef KPRM.

- Kilkanaście nieodpowiedzialnych osób nie może zniszczyć świętowania przez setki tysięcy Polaków tego wielkiego narodowego święta - stwierdził.

Przypomniał też, że w poprzednich latach, np. w latach 2011-2012, gdy w marszu brało udział pięć, sześć razy mniej uczestników, zdarzały się sytuacje skandaliczne. - Płonęły samochody, były ekscesy pod ambasadą Federacji Rosyjskiej - zaznaczył.

Szef KPRM był też pytany o zabezpieczenie niedzielnego marszu ze strony służb; w niedzielę wieczorem rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn poinformował PAP, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przekazała Straży Granicznej dane około 400 aktywistów, którzy chcieli przyjechać na marsz; większości nie wpuszczono do Polski. Ponadto w ramach działań przed marszem wspólnie z policją zatrzymano w kraju kilkadziesiąt osób.

Reklama

- To były właśnie te osoby, które zachowywały się w latach poprzednich, zwłaszcza w zeszłym roku, agresywnie, które przygotowywały się w tym roku do zakłócenia porządku. I w tym roku służby miały przesłanki, żeby przygotowując właśnie uroczystość państwową zatrzymać z takich czy innych powodów (...) te osoby (...). Ważne jest to, że w tym roku państwo pokazało, jak skutecznie działać, i że ta wielka manifestacja patriotyzmu przebiegła w sposób spokojny - podsumował.