Błażej Spychalski przyznaje, że pismo ambasador USA trafiło też do prezydenta Andrzeja Dudy. Potwierdzam, że kopia listu skierowanego do premiera Mateusza Morawieckiego - do wiadomości prezydenta Andrzeja Dudy - wpłynęła do Kancelarii Prezydenta - powiedział rzecznik głowy państwa. Dodał, że nie chce komentować treści pisma.

"Do Rzeczy" ustaliło, że do rozmów między Jarosławem Gowinem a ambasador USA miało dojść z jej inicjatywy. Powodem odwołania spotkania miała być wypowiedź ambasador dotycząca ostrej reakcji amerykańskiego Kongresu w przypadku ewentualnego łamania wolności słowa w Polsce.

Wicepremier miał odebrać ją jako przykład nieformalnego nacisku na ustawodawcę oraz lobowania za konkretną stacją telewizyjną, czyli TVN-em. Mosbacher w środę odwiedziła Sejm, gdzie spotkała się z członkami zespołu parlamentarnego Polska-Stany Zjednoczone. Tematem głównym miały być wizy, ale poruszyła ona również kwestię wolności mediów.

Czy będzie jakiś procedowany projekt, co, do którego państwo myślicie, że należy się zainteresować, czy też coś może nas niepokoić? (...) Powinniście mieć świadomość, że jedna rzecz, co, do której Kongres amerykański się zgadza zarówno Demokraci, jak i Republikanie, to jest wolność prasy. I nie mogę tego mocniej wyrazić. W tej chwili Kongres w USA jest bardzo pozytywnie nastawiony do Polski. I Demokraci i Republikanie bardzo chętnie pomagają Polsce, bo wiedzą, że Polska jest bardzo ważnym sojusznikiem. Ale, to się może wszystko posypać, jeśli chodzi o wolność prasy, to tu wszystko jest czarno-białe w USA. I mówię to państwu, bo słyszę o tym ciągle – mówiła Mosbacher.

Z informacji "Do Rzeczy" wynika także, że ambasador USA wysłała w tej sprawie również list do premiera Mateusza Morawieckiego. Miała skomentować w nim śledztwo ws. reportażu o neonazistach wyemitowanego przez TVN, którego właścicielem jest amerykańskie Discovery Communications. Jak podaje "Do Rzeczy", ambasador USA za niedopuszczalny uważa fakt, iż osoby publiczne podważają wiarygodność stacji TVN, a wyrażane przez polityków publicznie wątpliwości – co do rzetelności materiału – amerykańska ambasador nazywa atakami na "niezależnych dziennikarzy”.

I to właśnie doniesienia o liście sprawiły, że w stronę Mosbacher posypała się lawina krytycznych komentarzy.

Nie podoba mi się, że ambasador sojusznika pozwala sobie na naciski - komentuje na Twitterze publicysta Łukasz Warzecha.

To jest skandal dyplomatyczny, nie żadna wpadka! Trudno będzie po tym przejść do porządku dziennego – pisze z kolei tygodnik "Sieci" na Facebooku.

Pani Georgette Mosbacher, jako poseł na Sejm RP ŻĄDAM od Pani szacunku dla Narodu i Państwa Polskiego i jego demokratycznie wybranych władz. Proszę szanować nasze zwyczaje i polskie prawo, które wiąże wszystkich, także antypolską, antydemokratyczną stację TVN - napisała posłanka PiS Krystyna Pawłowicz.

Szanowna Pani Ambasador Mosbacher, dziękujemy za wskazanie nam, troglodytom, jak powinniśmy się zachowywać wobec wyższych cywilizacji i wzorców, np. tych z Pani Indiany. Jak zginać karki i oddawać hołdy. I przepraszamy za nieodpowiedzialne ataki na święty TVN. Wdzięczni rabowie – pisze publicysta Stanisław Janecki.

Szanowna Pani Ambasador, uprzejmie proszę uzupełnić swoją wiedzę o historii Polski. Polacy od trzech stuleci, szczerze nienawidzą, kiedy ambasadorzy mylą rolę dyplomaty z rolą namiestnika - stwierdził z kolei Cezary Gmyz z TVP.

Dworczyk: Działania rządu wypływają wyłącznie z polskiej racji stanu - żadne listy nie mają na nie wpływu

To, że ambasadorzy zabiegają o sprawy swoich krajów, jest sprawą naturalną; jednak działania polskiego rządu oraz premiera wypływają wyłącznie z polskiej racji stanu - żadne listy i wystąpienia nie mają na nie wpływu - oświadczył we wtorek szef kancelarii premiera Michał Dworczyk.

Dworczyk pytany we wtorek, czy potwierdza istnienie listu ambasador USA, odparł: Opieramy się tylko i wyłącznie na informacjach medialnych.

Jak zaznaczył, "to, że poszczególni ambasadorzy zabiegają o sprawy swoich krajów, swoich stolic oraz firm krajów, które reprezentują - to jest sprawa dość naturalna".

Jednak - jak podkreślił szef KPRM - "rząd Polski oraz premier Morawiecki kierują się wyłącznie interesem państwa polskiego". Te działania i decyzje, które są podejmowane, wypływają wyłącznie z polskiej racji stanu - żadne listy, żadne wystąpienia nie mają wpływu na te decyzje - oświadczył Dworczyk.

"Do Rzeczy" napisało, że oficjalnie przedstawiciele polskiego rządu nie chcą listu komentować. Tłumaczą, że będą o nim rozmawiać dopiero po ewentualnym jego upublicznieniu, a decyzja w tej sprawie należy do premiera.