Brudziński pytany o to, czy wybiera się na marsz europejski, który w sobotnie południe ruszy ulicami Warszawy, odpowiedział, że jak co roku, wybiera się na Monte Cassino. - 75. rocznica tego niezwykle ważnego wydarzenia w dziejach i historii naszego narodu i w historii polskiej armii. Ostatni żyjący żołnierze gen. Andersa, jak co roku dzięki Janowi Kasprzykowi, podczas tych uroczystości będą. Mam potrzebę serca, by być dziś na Monte Cassino a nie na żadnym marszu organizowanym przez kogokolwiek - stwierdził w rozmowie z RMF FM.

Stwierdził, że w przemówieniu Donalda Tuska, które ma mieć miejsce podczas marszu, znowu padną słowa, że "PiS jest zły".

- Ileż można odgrzewać ten sam stary i coraz bardziej żylasty kotlet. Natomiast, rzeczywiście ostania prosta kampanii, ale my prowadzimy kampanię według naszego scenariusza, a nie według scenariuszy pisanych przez doradców Donalda Tuska czy rywalizującego z nim o przywództwo w Platformie, czy szerzej po tej stronie sceny politycznej, Grzegorza Schetynę. My na tej ostatniej prostej, panie redaktorze, jesteśmy między ludźmi. Tak byliśmy w 2015 roku, jak byliśmy również po wyborach, rozjechaliśmy się po Polsce. Nasi kandydaci, pan premier Mateusz Morawiecki, pani premier Beata Szydło docieramy do najmniejszych miejscowości. Ja takich spotkań za sobą w swoim okręgu zachodniopomorsko-lubuskim również ma już kilkanaście. Docieramy nawet do małych gmin, rozmawiamy z Polakami, bo tego Polacy oczekują, a nie kolejnych tyrad pod adresem rządu i Prawa i Sprawiedliwość - mówił. 

Jego zdaniem Tusk powinien być ponad politycznym i partyjnym arbitrem. - Łączyć, prowadzić posiedzenia Rady Europejskiej, a nie być osią sportu politycznego. Donald Tusk wychodzi daleko poza te uprawnienia, które dają mu traktaty, a ta ekscytacja i ta próba zainteresowania Polaków po raz kolejny osobą polityka, który dzisiaj w polskiej polityce powinien odgrywać rolę tylko i wyłącznie taką, o jakiej już wspomniałem - mówił.