Tydzień temu "Rzeczpospolita" poinformowała, że Falenta - biznesmen skazany w aferze podsłuchowej - napisał w kwietniu do prezydenta Andrzeja Dudy, że jeśli nie zostanie ułaskawiony, to ujawni, kto za nim stał. "Falenta przedstawia się w nim jako osoba lojalna wobec PiS i CBA, której obiecano bezkarność za odsunięcie PO od władzy" - pisała "Rz". Falenta miał napisać, że choć "zrobił, co do niego należało, wywiązał się ze wszystkich złożonych obietnic", a został "okrutnie oszukany" przez ludzi wywodzących się z formacji politycznej prezydenta.

Oczywiście mówimy o tym, że komisja jest konieczna. To jak w pigułce pokazuje, że wszystkie tropy, wszystkie ślady prowadzą do polityków PiS, także tych najważniejszych, z pierwszej linii PiS – powiedział dziennikarzom w poniedziałek Schetyna, który składał wizytę w Sosnowcu. PiS uważał przez lata, że Falenta jest bardzo wiarygodny, że mówi prawdę - wtedy, kiedy atakował polski rząd, koalicję i polityków polskiego rządu. Dzisiaj odmawiają mu wiarygodności, nie chcą komisji śledczej - dodał szef PO.

Jak zapewnił, jeśli komisja nie zostanie powołana w najbliższym czasie, to na pewno stanie się to później. Żadna inna sprawa nie nadaje się tak do komisji śledczej, żeby sprawdzić, jak funkcjonowały organy państwa, żeby sprawdzić, jak funkcjonowały państwowe instytucje, dlaczego nie reagowały służby, dlaczego prokuratura nie była skuteczna w tej materii – przekonywał.

W jego cenie PiS zyskał na zeznaniach Falenty, podsłuchach i ich upublicznieniu. To pomogło obalić poprzedni rząd, pomogło im wygrać wybory, dlatego chcą te sprawy i te konsekwencje, i kontekst tego, co działo się w wtedy w +Sowie+, i co działo się z nagraniami przez następne miesiące i lata ukryć - mówił szef PO. Ale – tak jak powiedziałem – będziemy o tym mówić i będziemy to ujawniać – zadeklarował Schetyna.

W ubiegłym tygodniu posłowie PO zapowiedzieli, że złożą wniosek o powołanie sejmowej komisji śledczej ws. Falenty i tzw. afery podsłuchowej uznając, że - jak mówił wiceszef PO Tomasz Siemoniak - zachodzi bardzo poważne podejrzenie, co do tego, że nielegalnymi metodami wpływano na sytuację polityczną w Polsce.

Minister w Kancelarii Prezydenta Andrzej Dera zapowiedział w poniedziałek, że prezydent Duda nie ułaskawił i nie ułaskawi Falenty. Ocenił, że sprawą Falenty, udziału w niej służb specjalnych, mogłaby się zająć specjalna komisja.

Marek Falenta, biznesmen skazany w aferze podsłuchowej, został zatrzymany w Hiszpanii piątego kwietnia br. Wcześniej Sąd Okręgowy w Warszawie na wniosek policji wydał za nim Europejski Nakaz Aresztowania, po tym gdy nie stawił się 1 lutego w zakładzie karnym, by odbyć karę więzienia. Falenta został wydany Polsce przez hiszpańskie władze i 7 czerwca został przetransportowany do Warszawy.

Falenta został skazany w 2016 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku więzienia w związku z tzw. aferą podsłuchową. Wyrok uprawomocnił się w grudniu 2017 r. Sprawa dotyczyła nagrywania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. na zlecenie Falenty w warszawskich restauracjach osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych. Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW - Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ - Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju - Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika. Ujawnione w tygodniku "Wprost" nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska.

W ubiegłym tygodniu "Gazeta Wyborcza" opublikowała list, który Falenta w lutym skierował do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. "Liczyłem, że wielka sprawa, do jakiej się przyczyniłem, zostanie mi zapamiętana i po wygranych wyborach załatwiona niejako z urzędu. Zresztą taka była obietnica panów z CBA" - takie m.in. zdanie znalazło się w korespondencji. Falenta pisał także m.in. o spotkaniu w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej. W ubiegłym tygodniu zastępca rzecznika PiS Radosław Fogiel zapewniał, że nie było żadnych spotkań Kaczyńskiego z Falentą.