Tydzień temu "Rzeczpospolita" poinformowała, że Falenta - biznesmen skazany w aferze podsłuchowej - napisał w kwietniu do prezydenta Andrzeja Dudy, że jeśli nie zostanie ułaskawiony, to ujawni, kto za nim stał. "Falenta przedstawia się w nim jako osoba lojalna wobec PiS i CBA, której obiecano bezkarność za odsunięcie PO od władzy" - pisała "Rz". Falenta miał napisać, że choć "zrobił, co do niego należało, wywiązał się ze wszystkich złożonych obietnic", a został "okrutnie oszukany" przez ludzi wywodzących się z formacji politycznej prezydenta.
– powiedział dziennikarzom w poniedziałek Schetyna, który składał wizytę w Sosnowcu.- dodał szef PO.
Jak zapewnił, jeśli komisja nie zostanie powołana w najbliższym czasie, to na pewno stanie się to później. – przekonywał.
W jego cenie PiS zyskał na zeznaniach Falenty, podsłuchach i ich upublicznieniu. - mówił szef PO.– zadeklarował Schetyna.
W ubiegłym tygodniu posłowie PO zapowiedzieli, że złożą wniosek o powołanie sejmowej komisji śledczej ws. Falenty i tzw. afery podsłuchowej uznając, że - jak mówił wiceszef PO Tomasz Siemoniak
Minister w Kancelarii Prezydenta Andrzej Dera zapowiedział w poniedziałek, że prezydent Duda nie ułaskawił i nie ułaskawi Falenty. Ocenił, że sprawą Falenty, udziału w niej służb specjalnych, mogłaby się zająć specjalna komisja.
Marek Falenta, biznesmen skazany w aferze podsłuchowej, został zatrzymany w Hiszpanii piątego kwietnia br. Wcześniej Sąd Okręgowy w Warszawie na wniosek policji wydał za nim Europejski Nakaz Aresztowania, po tym gdy nie stawił się 1 lutego w zakładzie karnym, by odbyć karę więzienia. Falenta został wydany Polsce przez hiszpańskie władze i 7 czerwca został przetransportowany do Warszawy.
Falenta został skazany w 2016 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku więzienia w związku z tzw. aferą podsłuchową. Wyrok uprawomocnił się w grudniu 2017 r. Sprawa dotyczyła nagrywania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. na zlecenie Falenty w warszawskich restauracjach osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych. Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW - Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ - Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju - Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika. Ujawnione w tygodniku "Wprost" nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska.
W ubiegłym tygodniu "Gazeta Wyborcza" opublikowała list, który Falenta w lutym skierował do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. "Liczyłem, że wielka sprawa, do jakiej się przyczyniłem, zostanie mi zapamiętana i po wygranych wyborach załatwiona niejako z urzędu. Zresztą taka była obietnica panów z CBA" - takie m.in. zdanie znalazło się w korespondencji. Falenta pisał także m.in. o spotkaniu w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej. W ubiegłym tygodniu zastępca rzecznika PiS Radosław Fogiel zapewniał, że nie było żadnych spotkań Kaczyńskiego z Falentą.