Jak zaznaczyła, prokuratura przesłuchała też podejrzanego. - - dodała prok. Chyr.
Wobec podejrzanego zastosowany został dozór z obowiązkiem stawiennictwa pięć razy w tygodniu w komisariacie policji. Prokurator zakazał mu też wszelkich kontaktów z pokrzywdzoną w tym zbliżania się do niej na odległość mniejszą niż 100 metrów.
Prok. Chyr zaznaczyła też, że w ramach środka zapobiegawczego, prokurator zawiesił podejrzanego w obowiązkach służbowych funkcjonariusza Straży Marszałkowskiej.
- - wyjaśniła prokurator. Czyny popełnione przez podejrzanego zagrożone są karą odpowiednio do dwóch lat więzienia oraz ograniczenia wolności.
Jako pierwszy informację o zarzutach dla Włodzimierza D. podał portal onet.pl.
Do tej sprawy odniosła się marszałek Sejmu. "Niedopuszczalne i dyskredytujące funkcjonariusza Straży Marszałkowskiej zachowanie, będzie skutkowało surowym konsekwencjami. Nie ma miejsca dla takich ludzi w służbie, do której wszyscy parlamentarzyści powinni mieć zaufanie. Wyrażam swoje ubolewanie w związku z tą sytuacją" - napisała w poniedziałek Witek na Twitterze.
- - powiedział PAP rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkom. Sylwester Marczak, odnosząc się do zatrzymania funkcjonariusza Straży Marszałkowskiej.
Jak przekazał nadkom. Marczak, mężczyzna został zatrzymany "w trakcie pełnienia obowiązków". Podczas emisji programu w TVN24, funkcjonariusz miał wysłać groźbę pod adresem przewodniczącej "Nowoczesnej" Katarzyny Lubnauer. - dodał policjant.
Wskazał też, że w zatrzymaniu brali udział policjanci z wydziału do spraw cyberprzestępczości, których ustalenia "przyczyniły się do szybkiego zatrzymania mężczyzny"
Policjant dodał, że w okresie przedwyborczym funkcjonariusze otrzymują sporo zgłoszeń dotyczących gróźb wobec polityków. - powiedział Marczak.
Szefowa Kancelarii Sejmu: Jestem zszokowana tą sytuacją
Jestem zszokowana tą sytuacją - w ten sposób szefowa Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska skomentowała w rozmowie z dziennikarzami zatrzymanie funkcjonariusza Straży Marszałkowskiej. Poinformowała, że wystąpiła do komendanta Straży o usunięcie dyscyplinarne strażnika ze służby
Szefowa Nowoczesnej Katarzyna Lubnauer poinformowała we wpisie na Facebooku, że w niedzielę, w czasie emisji jednego z programów TVN24 na adres kontaktowy stacji został przesłany mail z pogróżkami. W wiadomości poza wulgarnymi wyzwiskami pod jej adresem polityk, znalazła się groźba o treści: "trzeba cie zabić jak tego złodzieja adamowicza" (Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska śmiertelnie ranionego w styczniu tego roku; pisownia oryginalna). W poniedziałek Radio Zet podało, że groźby te kierował funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej.
Niedopuszczalne i dyskredytujące funkcjonariusza Straży Marszałkowskiej zachowanie, będzie skutkowało surowym konsekwencjami. Nie ma miejsca dla takich ludzi w służbie, do której wszyscy parlamentarzyści powinni mieć zaufanie. Wyrażam swoje ubolewanie w związku z tą sytuacją.
— Elżbieta Witek (@elzbietawitek) September 23, 2019
W komunikacie przekazanym PAP, CIS poinformowało, że funkcjonariusz Straży Marszałkowskiej z 19-letnim stażem został w poniedziałek zatrzymany przez Policję w związku z zawiadomieniem dot. kierowania gróźb karalnych pod adresem osoby publicznej; wobec funkcjonariusza wszczęto postępowanie dyscyplinarne.
Do sytuacji odniosła się w rozmowie z dziennikarzami szefowa Kancelarii Sejmu. - powiedziała.
Pytana, czy będą konsekwencję wobec komendanta Straży Marszałkowskiej, odpowiedziała: "Wobec osoby, która dopuściła się takich czynów będą konsekwencje". Podkreśliła też, że wystąpiła do komendanta Straży o usunięcie dyscyplinarne ze służby podejrzanego strażnika.
Kaczmarska zaznaczyła też, że nie był to wysoko postawiony funkcjonariusz, ale szeregowy pracownik Straży Marszałkowskiej. Dodała także, że wszyscy funkcjonariusze są weryfikowani. - - powiedziała.
Lubnauer w rozmowie z dziennikarzami przyznała, że o groźbach dowiedziała się od policji. - - powiedziała. - - dodała.
Przyznała też, że w Sejmie martwi ją "wszechogarniająca indoktrynacja". - - powiedziała szefowa Nowoczesnej.
Dodała, że sama nie boi się wychodzić do ludzi, ale po tej sytuacji "częściej będzie zamykać drzwi w swoim pokoju sejmowym".
O tę sytuację pytany był szef kancelarii premiera na poniedziałkowym briefingu prasowym. - - powiedział Dworczyk.