Komentarz Niesiołowskiego pojawił się po tym, jak ogłoszono wyniki sondażu exit poll.

"Najpewniej demokratycznej opozycji nie udało się odsunąć od władzy ograniczonych dyletantów, za to łapczywych na pieniądze i zaszczyty, demolujących Polskę, niszczących wszystkie w zasadzie osiągnięcia i zdobycze odbudowanej po 45 latach komunizmu z takim trudem demokracji" – napisał.

Dodał, że nawet jeśli okaże się, że ugrupowaniu Jarosława Kaczyńskiego nie udało się zdobyć 231 mandatów, to jest przekonany, że bez większych problemów podkupią kilku posłów z Konfederacji.

"Interesujące jest, że wystąpienie Kaczyńskiego nie robiło wrażenia wystąpienia triumfatora jak w roku 2015. Był rozczarowany, rozgoryczony, raczej zły (może w złej formie), ale wyraźnie podirytowany. Liczył na więcej, albo ma jakieś nieznane szerzej informacje np. o porażce pisowców w senacie, lub mniejszej liczbie mandatów? Targowanie się z Korwinem-Mikke zawsze musi budzić niesmak i grozę, a ponadto ma w sobie coś z ponurej farsy, lub politycznego cyrku, w który Korwin zamienia każdą dyskusję ze swoim udziałem. Nigdy też nie jest przewidywalne, tak jak nieodgadnione są meandry myśli tego pana, jak wielokrotnie mieliśmy okazję się przekonać" - napisał Niesiołowski.

Były poseł PO stwierdził, że największym przegranym tych wyborów jest jednak Grzegorz Schetyna.

"Ten obrzydliwy (używam łagodnego określenia, żeby nie być posądzonym, że go nie lubię) nieudacznik po raz kolejny poniósł klęskę, gdyż jego koalicja (obejmująca PO, Nowoczesną i kilka pacynek), której zmontowanie miało być jego sukcesem dającym prawo decydowania o losach opozycji, uzyskała mniejsze poparcie niż w poprzednich wyborach PO i Nowoczesna" - stwierdził dosadnie.

Jego zdaniem trudno również mówić o sukcesie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, której "przywództwo skończyło się zanim na dobre się zaczęło".

"Oczywiście Schetyna obsadził swoimi lizusami większość jedynek i będzie miał duże wpływy w Platformie Obywatelskiej (to jedno - intrygować i ryć potrafi świetnie), ale wydaje się, że po kolejnej klęsce coraz więcej polityków związanych z PO zrozumie, że pozbycie się Schetyny jest pierwszym warunkiem przetrwania tej formacji skazanej pod jego rządami na skarlenie, rozkład i upadek" - przewiduje przyszłość. 

Niesiołowski wskazuje także największego wygranego wyborów. Jego zdaniem jest nim Kosiniak-Kamysz i PSL.

"Należy się cieszyć z powrotu do sejmu zjednoczonej i odmłodzonej lewicy, która już zapowiada walkę o poszanowanie Konstytucji i przestrzeganie praworządności i z pewnością będzie obok PSL poważnym wyzwaniem dla pisowskiego nacjonalizmu i pogardy dla demokracji. Wybory w Polsce nie są jeszcze ciosem w nacjonalizm takim jakiego Polska i Europa potrzebują. Wybory pokazały jak bez żadnego wstydu stronnicze i podłe mogą być środki przekazu i jak łatwo może nastąpić recydywa systemu autorytarnego. Ale jednocześnie okazuje się po raz kolejny, że Polska to nie Węgry, ani Białoruś, nie wszystkich można przekupić albo zastraszyć, a kandydatom na polskich Orbanów i Erdoganów nie będzie po tych wyborach łatwiej" - tymi słowami kończy swój wpis.