"Kiedy narodowo-konserwatywne Prawo i Sprawiedliwość wygrało w 2015 r. wybory w Polsce, wielu zachodnich liberałów postrzegało to jako krótkotrwałe wypaczenie" - przypomina "FT". W ich opinii było to spowodowane skandalami, które uwikłana była Platforma Obywatelska, oraz apatią jej wyborców, a z drugiej strony wysunięciem przez PiS na pierwszy plan bardziej przyjaznych liderów niż wywołujący podziały Jarosław Kaczyński. Tym niemniej byli oni przekonani, że PO powróci - opisuje gazeta.

"Cztery lata później (PiS) drugi raz z rzędu zdobył większość w niższej izbie parlamentu (...) Skuteczne zmiażdżenie przez Prawo i Sprawiedliwość liberalnej, centrowej kontrofensywy jest znakiem, że powab nacjonalistycznego populizmu, który pojawił się w Polsce - podobnie jak od 2010 r. na Węgrzech - jest trwalszy, niż się spodziewano" - pisze "FT". Dziennik przypomina, że partia podjęła działania mające na celu umocnienie jej władzy, takie jak reforma sądownictwa czy propagandowe wykorzystywanie mediów publicznych.

"Tym niemniej partia wygrała w niedzielę wybory, które były wolne i uczciwe, przy rekordowo wysokiej frekwencji. Łącząc katolicki konserwatyzm społeczny z hojnymi świadczenia rodzinnymi, znalazła formułę trafiającą szczególnie do wyborców, którzy w trakcie postkomunistycznej transformacji poczuli się pozostawieni z tyłu. Jej system zasiłków na dzieci w wysokości 500 zł miesięcznie zwiększył zarówno dochody, jak i poczucie godności mniej zamożnych. Wspomagany przez silny wzrost, (PiS) zdyskredytował prognozy wielu ekonomistów, przewidujących, że program będzie nie do utrzymania" - podkreśla gazeta.

Przypomina, że niedzielne wybory w Polsce zbiegły się z wyborami lokalnymi na Węgrzech, gdzie opozycja zdobyła władzę w kilku ważnych miastach, m.in. w Budapeszcie. Przestrzega jednak, że nie należy postrzegać niedzieli jako początku kontrofensywy opozycji na Węgrzech, gdyż istnieje niebezpieczeństwo, że będzie ona oznaczać początek dalszego przesuwania się Polski pod rządami Prawa i Sprawiedliwości w kierunku nieliberalnego quasi-autorytaryzmu w stylu premiera Węgier Viktora Orbana.

"Prawo i Sprawiedliwość powinno raczej w oparciu o swoją popularność spróbować zmniejszyć podziały w kraju. Kaczyński zapowiedział, że celem jest korekta i dokończenie rewolucji, która zboczyła z kursu. Byłoby tragedią, gdyby szósta co do wielkości gospodarka Europy, kolebka antykomunistycznych powstań 1989 roku, powróciła z demokracji do rządów jednopartyjnych" - konkluduje "Financial Times".