Na razie wciąż nie wiadomo, gdzie jest Krauze. Jego adwokaci utrzymują, że biznesmen nie ukrywa się, ale twierdzą też, że wezwania na przesłuchanie do prokuratury nie dostał. Prokurator Mucha-Podlewska uważa jednak, że to tylko wybieg. Bo - jak tłumaczy - obrońcy wiedzieli o wezwaniu, a skoro wiedzieli oni, to musiał też wiedzieć sam Krauze.

Reklama

Dlatego teraz prokuratorzy zastanawiają się, co dalej. Czy będzie europejski nakaz aresztowania, czy też prokuratura zdecyduje się w inny sposób zawiadomić Krauzego o przesłuchaniu - możliwe, że dowiemy się tego jeszcze dzisiaj. Śledczy mogą bowiem wysłać zawiadomienie pocztą, za pośrednictwem gońca lub faksem. Mogą też po prostu zadzwonić albo zlecić dostarczenie dokumentu policjantom.

Kilka dni temu, w specjalnym oświadczeniu, Krauze napisał m.in., że nie poczuwa się do zarzucanych mu przestępstw i że nie zamierza ukrywać się przed prokuratorem. "Moja nieobecność w Polsce związana jest wyłącznie z działalnością zawodową. Gdy tylko moje sprawy zawodowe na to pozwolą, przyjadę do Polski i stawię się w prokuraturze" - zapewniał biznesmen.

Jeden z najbogatszych Polaków jest podejrzany o złożenie fałszywych zeznań w sprawie przecieku o tajnej akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa. Był przesłuchiwany w tej sprawie 14 lipca. Krauze jest formalnie podejrzany, choć prokuratura nie postawiła mu jeszcze oficjalnie zarzutu, bo biznesmen był za granicą.

Prokuratura uważa, że Janusz Kaczmarek powiedział Krauzemu o akcji CBA, a ten potem - za pośrednictwem posła Samoobrony Lecha Woszczerowicza - ostrzegł przed nią Andrzeja Leppera. Kaczmarek miał się spotkać z przedsiębiorcą w hotelu Marriott, do którego potem przyjechał też Woszczerowicz.