Kidawa-Błońska pytana w Radiu ZET, czy jeśli wybory prezydenckie odbędą się 10 maja, to zamierza wziąć w nich udział, powiedziała, że nadal ma nadzieję, że zostaną one przełożone. Podkreśliła, że mówienie teraz o wyborach, to odwracanie uwagi od spraw najważniejszych – czyli od tego, co dzieje się w szpitalach w związku z epidemią koronawirusa.

Reklama

Wyborów nie powinno być, bo skoro nie możemy teraz normalnie funkcjonować, skoro matury są przekładane, skoro Sejm nie może nawet normalnie funkcjonować, to mówi się o tym, że mają być wybory? Naprawdę to jest niepoważne. Nawet to, że w tej chwili, z taką siłą, prezes PiS Jarosław Kaczyński mówi, że wybory muszą się odbyć, pokazuje, że w ogóle nie myśli, w jakiej sytuacji jest Polska, w jakiej sytuacji są ludzie. Mówienie o wyborach w ten sposób, to odejście od zasad demokracji, bo wybory powinny być świętem demokracji, a nie tym, że ludzie boją się wyjść z domów i będą narażali swoje życie. To jest nieodpowiedzialne – powiedziała Kidawa-Błońska.

Oceniła, że w obecnych warunkach kontrkandydaci Andrzeja Dudy nie mają szansy na prowadzenie kampanii wyborczej. Ponadto – zauważyła – Polaków obecnie interesują jedynie kwestie zdrowia i utrzymania miejsc pracy. Mówiła, że choć na początku marca uważała, że wybory powinny odbyć się w przewidzianym terminie, to obecnie uważa, że sytuacja obywateli zmieniła się tak bardzo, że wyborów nie da się już przeprowadzić w maju bez odchodzenia od zasad demokracji.

Na pytanie, jaki termin byłby najlepszy, powiedziała, że w tej chwili tego nie wie. Nie wiemy, jak będzie wyglądała sytuacja. Są specjaliści, którzy mogą sprawdzić, ile ta epidemia potrwa. To musi być w czasie bezpiecznym dla Polaków – zaznaczyła. Dopytywana, jaka jest jej decyzja, czy pójdzie 10 maja do wyborów, czy nie, odpowiedziała, że "nie powinno tych wyborów być – i to jest jej decyzja".

Pytana, czy jeśli władze nie zdecydują się na wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, to będzie namawiać innych kandydatów na prezydenta, by wszyscy zrezygnowali z kandydowania. Rozmawialiśmy na ten temat, że wybory w tej formie nie mogą się odbyć. Ale pojawił się nowy kandydat. 26 marca będziemy wiedzieli, kto jeszcze się zarejestrował i wtedy trzeba podjąć decyzję – odpowiedziała.

Nawiązała do tego, że były poseł Kukiz'15, przedsiębiorca Marek Jakubiak w poniedziałek poinformował, że w środę złoży listy z podpisami poparcia pod jego kandydaturą na prezydenta w Państwowej Komisji Wyborczej. Jakubiak już wcześniej zarejestrował komitet wyborczy. Jak dodał, obecnie ma ponad 150 tys. podpisów.

Na pytanie, czy jak już poznamy wszystkich kandydatów, to będzie pani kandydatów opozycyjnych namawiała, żeby wycofali się z wyścigu, Kidawa-Błońska odpowiedziała: "Tak. Te wybory nie mogą narażać życia Polaków". Jeżeli robimy wybory, to róbmy prawdziwe wybory, że Polacy mają szansę wziąć w nich udział. Teraz to wszystko jest niepoważne – oceniła.

Na uwagę, że Marek Jakubiak, który nie jest wymieniany wśród najbardziej popularnych polityków, swój komitet założył 16 marca – z czego wynika, że podpisy zebrał w tydzień i to akurat w czasie, kiedy na ulicach jest bardzo niewiele osób – Kidawa-Błońska oceniła, że przy prawie pustych ulicach w Polsce zebranie potrzebnej kandydatowi liczby podpisów w tydzień nie jest możliwe. Zauważyła, że ona – podobnie jak inni kandydaci, którzy już zebrali wymaganą liczbę podpisów – zbierali je dłużej i to w sytuacji, gdy było więcej osób na ulicach.

Pytana, jak zatem udało się to Jakubiakowi, odpowiedziała, że to pytanie do tego polityka.

Kidawę-Błońską pytano o jej niedawną wpadkę, gdy podczas specjalnej wideokonferencji przed posiedzeniem RBN powiedziała, że "trzeba się zastanowić, ile potrzeba jest inspiratorów" – zamiast, ile jest respiratorów. Dopytywano ją, jak to się stało, czy jej wystąpienia są wcześniej przygotowane i czy ma trenera. Kandydatka KO na prezydenta odpowiedziała, że przejęzyczyła się, bo była zmęczona, zapewniła, że podobnie jak inni kandydaci sama przygotowuje się do wystąpień. Nie mam trenera – zaznaczyła.