Mamy swe skrzydło dość radykalne, ale mamy też drugie - umiarkowane, czy wręcz bardzo umiarkowane, którego przedstawicielem jest Jarosław Gowin. Tarcia między nami nie są, jak sądzę, niczym nowym. Dochodziło do nich w przeszłości, choćby podczas uchwalania reformy sądownictwa - przypomniał Kaczyński w cytowanym w sobotę przez portal niezalezna.pl fragmencie wywiadu.

Reklama

Ta formuła obozu Zjednoczonej Prawicy, choć niekiedy jest problematyczna, jest także źródłem naszego sukcesu. I o tym nie możemy zapominać - stwierdził prezes.

Według Kaczyńskiego właśnie z różnorodności bierze się siła Zjednoczonej Prawicy.

Właśnie dzięki różnorodności spojrzeń, różnorodności opinii jesteśmy w stanie odnosić zwycięstwa, a przez to sprawować władzę, kontynuować marsz, podczas którego zmieniamy Polskę - ocenił.

Przyznał, że rzeczywiście czasem oznacza to spowolnienie procesu i trzeba ponosić jego jakieś dodatkowe koszty, ale bilans i tak jest bardzo korzystny "nie tyle dla naszej formacji, co przede wszystkim dla naszego kraju".

"Rządy Zjednoczonej Prawicy realnie zmieniają Polskę na lepsze"

W wywiadzie dla GP Kaczyński powiedział, że nie może wykluczyć, iż inne kryzysy wewnętrzne nie dotkną ZP, ale ma nadzieję, że formacja sobie z nimi poradzi.

Rządy Zjednoczonej Prawicy realnie zmieniają Polskę na lepsze. Każda z frakcji tworzących naszą formację musi mieć to zawsze w tyle głowy. Mam nadzieję, iż tak właśnie będzie - powiedział Kaczyński w cytowanym przez niezalezna.pl fragmencie rozmowy, która ma ukazać się w przyszłym tygodniu w GP.

Nawet gdybyśmy nie mieli problemów z COVID-19, to i tak jakoś starano by się destabilizować sytuację polityczną. Świadczy o tym choćby język, którym posługuje się opozycja. Język odwracania prawidłowego znaczenia pojęć. Nazywanie wszystkiego, co robimy łamaniem konstytucji, choć faktycznie jest dokładnie odwrotnie - powiedział prezes PiS.

Ale dlaczego tak działają? Bo dla większości opozycji demokracja oznacza ich rządy. A jak decyzją wyborców tracą władzę, to nie ma demokracji. Wybory prezydenckie są bowiem dla tej ekipy ostatnią szansą na odzyskanie choćby części wpływów. Przez 3 lata nie będzie przecież żadnych wyborów. I w mojej opinii oni w pewnym momencie uwierzyli, że wygraną w wyścigu prezydenckim mają już w zasadzie w kieszeni. Pojawiły się uprawdopodobniające to sondaże. Ale proszę mnie nie pytać, co stało za tym, że liderzy PO uwierzyli w możliwość zdobycia prezydentury przez panią Kidawę-Błońską - dodał w cytowanym w niedzielę przez portal niezalezna.pl fragmencie wywiadu, który ma ukazać się w przyszłym tygodniu na łamach "GP".