Kaleta w czwartek na Twitterze opublikował nagrania jednej z imprez, której organizatorzy mówią, że projekt współfinansuje Urząd m.st. Warszawy. Na nagraniu aktywistka mówiła, czym jest partyworking, który prowadziła w jednym z warszawskich klubów.
Jak wyjaśniała, partyworking to "miejsce, gdzie można uzyskać informacje o substancjach psychoaktywnych, pobrać za darmo testy do sprawdzania ich składu, prezerwatywy oraz inne gadżety".
Na kolejnym opublikowanym przez Kaletę nagraniu ta sama osoba tłumaczyła, dlaczego w klubie rozdawane są igły. – mówiła.
W rozmowie z PAP wiceminister wyjaśnił, że nagrania pochodzą z imprezy w ramach projektu "Afterparty" współfinansowanego przez m.st. Warszawa, a organizowanego przez Fundację Edukacji Społecznej.
Kaleta powiedział, że w ramach kontroli poselskiej na podstawie dokumentów ustalił, że przeciwdziałanie uzależnieniom i wsparcie osób już uzależnionych, na które przeznaczone są pieniądze miasta, "polega na tym, że zachęca się wręcz do brania narkotyków, oferuje się sterylny sprzęt, który jest rozdawany podczas imprez środowisk LGBT oraz proponuje się testowanie narkotyków" – czy są w odpowiedniej jakości.
W jego przekonaniu taki projekt nie powinien być finansowany pieniędzmi warszawskich podatników. Zaznaczył, że sygnalizował ten problem pół roku temu, ale wówczas prezydent miasta Rafał Trzaskowski nic z tym nie zrobił. dodał.
Do informacji, m.in. na temat testów do sprawdzania składów narkotyków, odniosła się rzeczniczka ratusza Karolina Gałecka. "Znów atak na Warszawę – tym razem za wspieranie ochrony kobiet. Wyjaśniam: @warszawa nie finansuje narkoimprez, jak twierdzi @skaleta – to kłamstwo" – napisała na Twitterze.
"Ależ to jest głupie tłumaczenie, które nie znajduje potwierdzenia w dokumentacji. Pisałem, że rzuciły się na mnie trolle PO, ale nie spodziewałem się, że w ich żenującą narrację pójdzie ratusz" – odpisał rzeczniczce Kaleta.
Nawiązał w ten sposób do komentarza jednej z internautek, według której, testy narkotyków służą do wykrywania pigułki gwałtu. "Trolle PO już się na mnie rzuciły. Nie, metamfetamina czy kokaina to nie są pigułki gwałtu. Dostępne nagrania z projektu wprost mówią o dobrowolnym zażywaniu narkotyków" – skomentował wpis internautki Kaleta.