W przyszłym tygodniu Solidarna Polska i Porozumienie stracą po jednym resorcie. Szykowanie się do zmian trwa już dziś. Jadwiga Emilewicz, która opuszcza nie tylko rząd, lecz także Porozumienie, odmalowała już nawet gabinet dla swojego następcy Jarosława Gowina. Porozumienie utrzyma Ministerstwo Rozwoju, w którym dodatkowo znajdzie się dział „praca”. Do wyprowadzki z resortu szykuje się nie tylko dotychczasowa szefowa, dymisję już złożył jej zastępca Krzysztof Mazur. ‒ Przyszedłem tu, by pracować z Jadwigą Emilewicz. Wraz z nią postanowiłem odejść ‒ oświadczył.

Reklama

Resort rozwoju wzmocni się nie tylko w związku z dołożeniem mu kompetencji związanych z działem „praca”. Także to, że pokieruje nim lider Porozumienia i przyszły wicepremier Jarosław Gowin, świadczy, że koalicjant PiS zamierza wiele zainwestować w swoją „ministerialną enklawę”.

Gowin uważa, że naturalną bazą dla Porozumienia są przedsiębiorcy i samorządowcy ‒ twierdzi jeden z jego współpracowników. Z tego punktu widzenia silnie umocowany resort rozwoju to idealna instytucja dla realizacji politycznej agendy Gowina. Dotychczas to temu ministerstwu podlegały m.in. przedsiębiorstwa, które uzyskały status centrów badawczo-rozwojowych, Urząd Zamówień Publicznych, Urząd Patentowy czy inspektorat budowlany.

Zbigniew Ziobro umacnia się zaś w resorcie sprawiedliwości. ‒ Ma tam zdyscyplinowaną drużynę. Jego ludzie szybko się uczą i reagują, tego nie można im odmówić ‒ mówi polityk innej frakcji prawicy.

Jak wynika z naszych nieoficjalnych informacji, szefowi resortu sprawiedliwości udało się na ostatnim posiedzeniu rządu zdobyć dodatkowe fundusze na Instytut Wymiaru Sprawiedliwości, jednostkę podległą jego resortowi. ‒ Chodzi o zwiększenie możliwości dawania odporu w sprawie praworządności ‒ podkreśla nasz rozmówca.

Porozumienie i Solidarna Polska będą też miały przyczółki w kancelarii premiera. Pojawią się tam dwaj ministrowie bez teki z nadania obu ugrupowań. Koalicjanci walczyli, by zakresy odpowiedzialności, jakie zostały im przydzielone, odpowiadały ich strategicznej orientacji. I tak, jak resort rozwoju ma dać Porozumieniu możliwość zjednywania sobie przedsiębiorców, tak minister w kancelarii premiera Michał Cieślak będzie miał za zadanie zapewnić przychylność samorządowców.

Ponoć przy kancelarii premiera ma powstać nawet jakaś rada samorządowa. Gowin i jego ludzie będą więc mieli sporo okazji do pokazania się w terenie, nawiązania kontaktów i rozbudowania struktur ‒ diagnozuje jeden z wpływowych polityków PiS.

W sprawie kompetencji nowego ministra w KPRM toczył się koalicyjny spór. Z naszych rozmów wynika, że Porozumienie chciało pierwotnie okroić kompetencje wiceszefa MSWiA Pawła Szefernakera z PiS, który jako rządowy pełnomocnik ds. współpracy z samorządem regularnie współprzewodniczy Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, a dodatkowo nadzoruje wojewodów czy regionalne izby obrachunkowe.

Intencje były takie, by rządowego pełnomocnika wyrugować z MSWiA i przenieść do kancelarii premiera. Ale PiS się nie zgodził, stąd kompetencje nowego ministra, niepokrywające się z kompetencjami Szefernakera ‒ twierdzi jeden z naszych rozmówców. Jak słyszymy, Porozumienie może wykorzystać tę funkcję, by wrócić do pomysłu „deglomeracji”, z którym wystąpiło jeszcze w trakcie kampanii samorządowej. Chodzi o przeniesienie istotnych instytucji z Warszawy czy innych największych ośrodków do miast powiatowych, które w przeszłości miały status siedziby województwa.

Michał Woś z Solidarnej Polski ma dać swojej partii szansę realizowania agendy światopoglądowej jako minister do praw obywatelskich i tożsamości europejskiej. SP prowadzi kampanię na rzecz wycofania się Polski z konwencji stambulskiej. Ale też widać, że SP zmienia ton w kwestii dyskusji o prawach osób LGBT. Patryk Jaki, europoseł ugrupowania, napisał ostatnio, by nie używać terminu „ideologia LGBT”, lecz „ideologia gender”.

Polityczni konkurenci patrzą sceptycznie na plany koalicjantów. ‒ Te funkcje SP i Porozumienie dostały po to, by Ziobro i Gowin obronili się w swoich partiach. Faktycznie będzie od nich zależnych kilku urzędników, więc za wiele nie będą mogli zrobić ‒ mówi osoba z obozu rządowego.