Dziennik Gazeta Prawana logo

Bal prezydentów? Chybiony pomysł z XIX w.

16 września 2008, 23:51
Ten tekst przeczytasz w 19 minut
Bal prezydentów? Chybiony pomysł z XIX w.
Inne
Prezydent Lech Kaczyński nie jest lwem salonowym. Wypychanie go na bal jest sztuczne. Z różnymi rzeczami może się nam kojarzyć prezydent, ale z pewnością nie ze smokingiem czy suknią balową - mówi DZIENNIKOWI Sławomir Nowak. Szef gabinetu politycznego premiera dodaje, że pomysł jest kompletnie zadziwiający i chybiony. "To nie jest XIX wiek, nie mamy monarchii, żeby organizować bale" - podkreśla Nowak.


Tak naprawdę trochę od wszystkiego.

>>>Przeczytaj, co o Nowaku mówią politycy PiS


Może, ale o tym decyduje premier, a skoro pracuje, więc chyba jestem potrzebny. A poważnie to odpowiadam za koordynację politycznej aktywności premiera i jego kalendarz. Pełnię także funkcję łącznika w pilnych sprawach między szefem rządu a jego ministrami.

Jestem sekretarzem ds. parlamentarnych, przeze mnie przechodzą wszystkie interpelacje, ale też newralgiczne projekty ustaw. Odpowiadam za koordynację pracy komisji Przyjazne Państwo z działaniami rządu. Dzień mam wypełniony pracą.


To za dużo powiedziane. Patrzę na rząd nie z perspektywy jednego ministerstwa, ale jako na cały, duży i złożony obraz. Jestem jednak tylko trybikiem w tej maszynie.


Na sondaże oczywiście warto patrzeć, ale tylko w dłuższych przedziałach czasu. Trzeba pamiętać jednak, że one są zmienne i nie kierujemy się nimi w planowaniu działań. Z pewnością dobrym doradcą są media.

Dziennikarze monitorują i wyłapują pewne rzeczy. Choćby ostatnio krytyczny raport NIK o drogach. Mnie w takiej sytuacji natychmiast włącza się lampka. Sięgam po telefon i sprawdzam, czy te zarzuty są uprawnione pod naszym adresem, czy - jak w tym przypadku - chodzi o wcześniejszy okres, czyli w istocie o winę poprzedników. I zawsze na bieżąco reaguję. Muszę mieć pełną wiedzę dla premiera.


Nie. To nie jest moja rola.


Absolutnie nie. Zawsze dziennikarze mieli do mnie dostęp i nic się po prostu nie zmieniło w tym zakresie.


Premier powierzył mi po prostu inne zadania.


Być człowiekiem, który pracuje blisko premiera, a najbliższym premierowi to różnica. A co do rzecznika - dziennikarze przyzwyczaili się do jakiejś kliszy, że musi być rzecznik. A nie musi. Mają dostęp do ludzi z kancelarii premiera, mogą swobodnie zadawać pytania. Ale OK, przyjmuje wasz postulat. Trzeba pewnie będzie rozstrzygnąć, czy ma być rzecznik, czy nie.


Pewnie, że czasem nie jesteśmy zadowoleni z tego, że szczególnie niektóre media kierują się w swoich opiniach tylko własnym profilem politycznym, są nierzetelne, ale nie obrażamy się. Nie ma u nas przesadnego poczucia, że jesteśmy niesłusznie atakowani. Mamy świadomość, że dziennikarze nie są od tego, żeby głaskać rząd. Ale trzeba też powiedzieć, że wbrew obiegowej opinii lansowanej przez PiS, ten rząd nie ma wcale dobrej prasy.


To również propaganda PiS. Zapewniam nie mamy w KPRM tajnej machiny propagandowej.


To jest departament komunikacji społecznej. Stworzyliśmy go bo CIR, jaki odziedziczyliśmy, nie spełniał dobrze swojej roli. Obecnie jednak szef tego departamentu minister Igor Ostachowicz nadzoruje już też CIR. Jesteśmy więc przed reformą całości, chcemy bowiem scalić te byty.


To kalendarium to był czysty pic. My nie mamy potrzeby opowiadania o tym, że np. premier pięć godzin spędził z ministrem Rostowskim nad budżetem. Jak mamy potrzebę o czymś informować, to informujemy.


Zapewniam was, że do tamtych kalendariów wpisywano tylko to, co akurat chciano. Po co mamy was mamić czymś, co się niby odbywało, a np. się nie odbywało, jak to bywało za poprzedników?


A premierowi nie wolno grać w piłkę? Wszystko możemy wpisać, naprawdę nie mamy z tym problemu. Tylko po co ten pic?


Tak. Doceniam profesjonalny PR, ale pic mnie śmieszy, nasuwa mi co najwyżej skojarzenia z serialem „Czterdziestolatek”.


Różnie z tym bywa. W związku z wewnętrznymi napięciami w Pałacu Prezydenckim często zdarzają się nieprzemyślane, nieskoordynowane działania, które zaczynają być picem, a co gorsze są na granicy akceptowalności i bezpieczeństwa.


Nie chcę o tym mówić.


Nie, mam nawet do nich osobistą sympatię.


Nie, absolutnie nie są kiepscy.


Zaletą Adama Bielana jest na pewno to, że jest kibicem Lechii Gdańsk. Michał jest ciekawym człowiekiem, interesującym rozmówcą, trudno jest się nudzić w jego towarzystwie. Mają konkretny projekt, który raz lepiej, raz gorzej realizują. Przede wszystkim jest to jednak projekt w dużej mierze nastawiony też na nich samych.


Myślę, że tak. Ale mają też dawne sukcesy na swoim koncie. Chcą się nimi chwalić, to niech się chwalą.


Na pewno wszystkie działania prezydenta są na to obliczone. Np. niejednoznaczna z punktu widzenia końcowych efektów wyprawa do Tbilisi. Prezydent z pomocą doradców podejmuje decyzje w afekcie, nie do końca przemyślane.


Na pewno w interesie Polski jest, by Unia miała jedno stanowisko, bo tylko tak możemy być skuteczni. Dlatego premier doprowadził do spotkania Rady Europejskiej w sprawie Kaukazu, a w czasie wizyty ministra Ławrowa w Polsce mocno wsparł działania UE w konflikcie kaukaskim.

Jednocześnie, jednoznacznie wspierając suwerenność i integralność terytorialną Gruzji. Tak powinna wyglądać polska polityka zagraniczna: przyjaźnie, ale zdecydowanie. Tak też negocjował z Amerykanami sprawę tarczy antyrakietowej.


Kompletnie zadziwiający i chybiony. To nie jest XIX wiek, nie mamy monarchii, żeby organizować bale.

>>>Zobacz, kogo na zaprosił na bal prezydent Lech Kaczyński


Nie sądzę. Prezydent Kaczyński nie jest lwem salonowym. Wypychanie go na bal jest sztuczne. Ta rola w ogóle do niego nie pasuje. Z różnymi rzeczami może się nam kojarzyć prezydent, ale z pewnością nie ze smokingiem czy suknią balową. Jeśli musiałbym już szukać zalet prezydenta, to postawiłbym raczej na jego nonkonformizm, umiejętność przełamywania stereotypów.


Ale też nie wsadza się prezydenta na czołg, żeby jechał w hełmofonie. Jest granica, której nie powinno się przekraczać w PR. To granica śmieszności.


Z Kamińskim mam naturalnie częstszy kontakt. Wydaje się mi się jednak, że Adam nie jest tak zapalczywy, agresywny w stosunku do konkurentów politycznych, jak bywa Michał. Kamiński jest klasycznym zwierzęciem medialnym, ale często działa i reaguje zbyt pochopnie. Zagalopowuje się i rzuca opinie, zdania, które przekraczają granice przyzwoitości.


Jest różnica między obrażaniem kogoś na granicy dobrego smaku a żartem. Inna sprawa, że żart czasem wymyka się spod kontroli i przerobiony przez media zaczyna żyć własnym życiem. Nigdy nie porównałbym głowy państwa do Shreka, mówiłem o sytuacji. I nie żałuję tych słów, będę ich bronił.

Nieporównywalnie bardziej uwłaczającą dla prezydenta uważam sytuację, w której jego urzędnicy dzwonią do kancelarii innej głowy państwa, dopraszając się zaproszenia na jakieś wydarzenie. A tak było w przypadku szczytu UE. Premier dla spokoju przemilczał to i ustąpił. Nie róbcie jednak ze mnie antyprezydenckiego jastrzębia.


Prezydent jest charakterologicznie trudną postacią. Potrafi być sympatycznym, ujmującym, otwartym człowiekiem. Czasami jednak bywa zupełnie odwrotnie. Premier zaś jest człowiekiem cierpliwym i ma naprawdę bardzo wysokie poczucie odpowiedzialności. To właśnie widać było na przykładzie szczytu UE. Nie mogliśmy sobie pozwolić, by pokazać na forum UE, że coś w Polsce nie gra.

Nie ma wątpliwości, że placówki dyplomatyczne innych krajów czują niestety zgrzyty u nas i robią na swój użytek analizy tej kwestii… Tym bardziej nie możemy im ułatwiać sytuacji, dając oczywiste dowody na istnienie dysharmonii. I w tym celu premier wznosi się ponad partykularny interes. W przypadku szczytu UE i z punktu widzenia konstytucyjnego podziału władzy, i w interesie samego premiera było uderzyć pięścią w stół i powiedzieć prezydentowi: nie pojedziesz.

Gdybyśmy chcieli, tak jak czasem urzędnicy prezydenta, sprowadzić sytuację do absurdu, prezydent nie dostałby samolotu i koniec sprawy. My nigdy jednak nie posuniemy się do tego.


Idzie o realny spór o fundamentalne sprawy np. prezentację naszych interesów na forum UE.


Uważam, że za każdym razem decyzja w tej sprawie pozostaje w gestii premiera. Rada UE zajmuje się wewnętrznymi sprawami Unii, w tym oczywiście i Polski, a za to odpowiada rząd. W przypadku polityki zagranicznej konstytucja istotnie wprowadza pana prezydenta, ale jednoznacznie nakazuje głowie państwa współdziałanie z rządem.

Zatem to prezydent powinien zabiegać o współpracę z rządem, a nie odwrotnie. Pałac Prezydencki jednak tego nie przyjmuje do wiadomości. Potrzebna jest zatem jednoznaczna interpretacja przepisów przez instytucje do tego powołane. Być może trzeba będzie się więc odwołać do Trybunału Konstytucyjnego.


Pałac Prezydencki jest dziś szańcem zupełnie innej oferty politycznej niż nasza. Naszą ofertę określam jako projekt modernizacyjny. Nasz kierunek to Zachód, również w sferze mentalności. Odrzucamy wschodni model uprawiania polityki z całą jej ornamentyką w działaniach.


Ten wielki projekt się dzieje, choć efekty nie przychodzą natychmiast. Niedosyt jest uzasadniony. Zakładaliśmy, że da się to wszystko zrobić szybciej. Ale zastana rzeczywistość zweryfikowała harmonogram. Ale i tak w wielu przypadkach udało nam się mocno przyspieszyć. Przez dwa lata na przykład nasi poprzednicy nie zrobili nic z dyrektywą ochrony środowiska UE, której wdrożenie jest absolutnym warunkiem korzystania ze środków unijnych na budowę dróg. Nie minął rok naszych rządów, a jest już trzecie czytanie niezbędnych ustaw.

Minister Grabarczyk podpisał już dwie umowy na budowę autostrad i ogłasza przetarg na budowę trzeciego ostatniego odcinka autostrady A1, podczas gdy jego poprzednik minister Polaczek nie był mentalnie zdolny do podpisania żadnej i zerwał umowę z GTC na budowę A1, co skutkowało 2-letnim zastojem. Te drogi, ale też stadiony, które właśnie ten rząd dofinansował to przykłady wielkich projektów. Idziemy krok po kroku, konsekwentnie.

To wymaga czasu, ale jestem przekonamy, że już w przyszłym roku ludzie to zobaczą. Złośliwi mogą sobie żartować z programu budowy boisk szkolnych Orlik, ale ja jestem przekonany, że m.in. Orliki pozostaną wielkim pomnikiem tego rządu. Przed nami jeszcze inne projekty modernizacji infrastruktury: obwodnice, drogi lokalne, małe lotniska, etc.


Szczególnie irytujące jest ciągłe insynuowanie, że wszystko, co robimy, robimy dla PR. I zarzut, że ten rząd jest niepracowity. Ten ostatni szczególnie mnie boli w odniesieniu do minister zdrowia, bo to właśnie Ewa Kopacz jako pierwsza naprawdę zajęła się reformą służby zdrowia.

>>> Zobacz jaką reformę służby zdrowia planuje Ewa Kopacz


Dużo trudniej jest nam się przebić, przez PiS-owski przekaz propagandowy, że chodzi o jakąś złodziejską prywatyzację. Ich przekaz jest prostszy, a co za tym idzie, atrakcyjniejszy.


Są rzeczywiście bezkonkurencyjni, ale tylko w etykietowaniu. W konkurencji tworzenia i przyklejania etykietek wygrywają z nami. Ale to tzw. Czarny PR.


Z tego co wiem, nie ma takich planów.


Któż by nie chciał?


Nie sądzę, ale jeszcze nie wiem. Na razie nie myślimy w tych kategoriach. Oczywiście gdzieś w tyle głowy myśl o wyborach prezydenckich musi już być. Jednak mamy świadomość, że aby projekt prezydencki w ogóle był możliwy, najpierw potrzebny jest sukces w rządzeniu. Tu jest klucz. Zatem dobre rządzenie jest celem.


Ostatnie wydarzenia szczególnie pokazują, że w tych agencjach musi być reforma przeprowadzona.

ARiMR musi być dobrze zarządzana. Zaraz po tym jak sfinalizujemy ustawę reprywatyzacyjną do końca roku, wszystkie grunty, które dziś są zablokowane w ANR, zostaną sprzedane ludziom. I z czasem ta cała struktura będzie się też urealniała. Samo życie będzie wymuszało weryfikowanie działań określonej grupy ludzi, tak jak dziś już są weryfikowane przez prowokacje dziennikarskie. I słusznie.


Tak i jest mi wstyd. Ja się wstydzę, choć nie mam z tymi praktykami bezpośrednio nic wspólnego. Wiem jednak, że biorę za to część odpowiedzialności.


Nie ma co napuszczać nas na PSL, a PSL na PO. Ja myślę, że zarówno premier Pawlak, jak i minister Sawicki czują, że jest to problem. I dobrze sobie z tym radzą. Choć oczywiście nie jest to tylko problem PSL.


Nie napuszczajcie nas na siebie. Naszym zadaniem jest tworzenie bezpiecznej, skutecznej koalicji rządowej. A ona nie może być z natury łatwa, ale jest i tak nieporównanie spokojniejsza niż poprzednia i to jest duża wartość.


Nie, nie będzie tak. I PSL doskonale o tym wie. Przecież to właśnie dlatego minister Pitera, twarda i bezkompromisowa, reaguje, czasami nawet nazbyt emocjonalnie, ale takie jest jej zadanie. Musi ostrzegać koalicję wszędzie tam, gdzie pojawia się jakiekolwiek zagrożenie korupcyjne. I dlatego jest naszym skarbem. Wspólnym PO i PSL.


W tej sprawie najlepiej zwróćcie się do niego samego. Moje zdanie znacie.


My o tym nie mówiliśmy. Przytaczacie język publicystyki.


Ale w konkretnej sytuacji, kiedy wybuchła afera podsłuchowa, zaczęły się doniesienia o tym, że nawet premier Marcinkiewicz był inwigilowany.


Ja nie wiem, czy jest coś na Ziobrę, czy nie ma. Wiem, że on był i jest politykiem bez skrupułów, gotowym posunąć się do najgorszych rzeczy. Ale nie dzwonię to ministra Ćwiąkalskiego co rano z pytaniem, czy jest już coś na Ziobrę? Ludzie wybrali PO, byśmy odsunęli zgnuśniałą władzę i wpuścili trochę świeżego powietrza. Rozumiem, że media potrzebują krwi, ale ludzie oczekują szacunku i spokoju. A czy były podsłuchy, czy nie, czy Ziobro jest winny w sensie prawnym, czy nie - nie wiem. Tu czekam jak wszyscy na ustalenia i decyzje prokuratury.


Ja bym pewnie osobiście nie powiedział o eliminacji, to by zresztą oznaczało całkowite zredefiniowanie sceny politycznej. A to nie jest potrzebne. Uważam jednak, że marszałek Niesiołowski ma w pełni uprawniony pogląd i ma prawo wygłaszać go w debacie politycznej. Przecież nie chodzi tu o eliminację fizyczną, nie składamy też wniosków o delegalizację PiS. To jest teza publicystyczna. Przy takim poziomie agresji, nienawiści, jaki spotyka nas ze strony PiS, to naprawdę czasem się scyzoryk w kieszeni otwiera.


Żebyście wiedzieli. Wystarczy zderzyć sobie jego wypowiedzi z tymi wyjcami pod pomnikiem poległych stoczniowców w rocznicę Sierpnia.


To byli ludzie, zwolennicy Jarosława Kaczyńskiego, żołnierze PiS!


Nie ubierajcie nas w szaty pisożerców i nie mówcie, że słowa o Shreku były niebywałą agresją w sytuacji, kiedy ludzie PiS wyją na Borusewicza, plują na Bartoszewskiego czy Niesiołowskiego.


Jest bezrefleksyjną opozycją.


W pewnym sensie tak. Z drugiej strony jednak z definicji nie możemy na nich liczyć. I to jest kłopot. Musimy szukać specjalnych sposobów, by przeprowadzić niezbędne reformy. Jak mamy działać w sytuacji, kiedy opozycja na czele z prezydentem jest kompletnie betonowa? W czasie debat sejmowych, na głosowaniach posłowie PiS nie są w stanie zapanować nad swoimi emocjami, wykrzykują na nas, rzucają obelgi w kierunku ław rządowych.


Jak nie?! Przecież poseł Putra jest wicemarszałkiem. Gdybyśmy chcieli im odpłacić pięknym za nadobne, nie byłby nim. PiS formalnie nie musiał dostać kierownictwa żadnej komisji sejmowej. Dostał ich wiele, bo my szanujemy obyczaje parlamentarne. Marszałek Komorowski wbrew swojemu własnemu klubowi dopuszcza często do głosu posłów PiS ze świadomością, że zabierają go, łamiąc regulamin, tylko po to, by jątrzyć.


Pewnie tak. Ale naprawdę z naszej strony nie ma żadnego problemu, by usiąść i porozmawiać. Kłopot w tym, że ilekroć wyciągamy rękę, ona zostaje odrzucona. Każdy człowiek po takich doświadczeniach pięć razy się zastanowi, zanim znów ją wyciągnie.


Liczymy na poparcie obniżenia emerytur ubeckich, choć tu też są już wątpliwości bo PiS oczywiście musiał już złożyć projekt konkurencyjny. Nie wiem więc, czy to w ogóle możliwe. Oni się po prostu zabetonowali.


Nie ma już żadnych przekazów.


Po prostu nie ma, choć ja akurat ich broniłem, gdyż nie widzę w nich nic złego.


To w sposób oczywisty nieuzasadniony pogląd. Premier Tusk jest człowiekiem silnym i zdecydowanym, ale nie jest żadnym hegemonem, nie ma w ogóle tego rodzaju cech charakterologicznych czy atrybutów. To widać gołym okiem.

Z tekstu Jana Rokity wyłania się wiele frustracji, zresztą nieuprawnionej, bo sam odszedł z polityki. I wiem, że stać go na lepszą analizę. Bardzo szanuję i lubię Jana Rokitę. On jednak nie ma aktualnej wiedzy. Dziwię się, że krytykuje, to co robimy, bo nad wieloma z tych projektów, sam z nami pracował. My przecież nie odkryliśmy nagle po wyborach nowego kamienia filozoficznego.

p

* Sławomir Nowak jest sekretarzem stanu w kancelarii premiera i szefem gabinetu politycznego Donalda Tuska

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj