W naszej kulturze wierzy się bardziej kobiecie - twierdzi prezydent. I natychmiast tłumaczy, skąd takie przemyślenia. Według Lecha Kaczyńskiego, niektóre z przedstawionych przez Monikę Olejnik sformułowań z ich wspólnej rozmowy nigdy nie padły. Dlaczego zatem przeprosił Olejnik, która oskarżyła go o groźby, skoro - jak twierdzi - nie wszystko, co powiedziała, było prawdą? "Zdarzało mi się być sympatyczniejszym wobec dam" - przyznał.
Według Olejnik, tuż po środowym nagraniu "Kropki nad i", Lech Kaczyński powiedział do niej, że znalazła się na jego "krótkiej liście", że "jeszcze pożałuje". Groził też, że ją "zniszczy" i "żadne służby jej nie pomogą". Podobno zwracał się do niej "stokrotka". Olejnik wyszła ze studia zapłakana.
Prezydent nie neguje całego zdarzenia. Przyznaje, że "rozmowa między nim, a Olejnik była emocjonalna", ale - jak twierdzi - "niektóre sformułowania nie padły". Nie precyzuje jednak, o jakie słowa chodzi.
"Ze swojej strony sprawę uznaję za zamkniętą, mam nadzieję, że pani redaktor również" - powiedział prezydent.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|