: Wtedy podjąłem taką decyzję. Zgodzi się pani, że na razie wystarczy.
Hm, powiedziałbym, że nie był pozbawiony emocji. Zwłaszcza, że tego dnia obchodziliśmy z żoną 13 rocznicę ślubu. Ale jestem przekonany, że następna rocznica będzie bardziej udana.
Owszem.
Proszę mi wierzyć, w moim postępowaniu nie było cienia złośliwości.
Nie przesadzajmy, szefowie kancelarii nie przechodzą do historii. Nie ma sensu dyskusja na temat mojego wizerunku, nie o wizerunek tutaj chodzi. Ta decyzja była szansą dla Pałacu Prezydenckiego
na wyjście z twarzą z tej krępującej sytuacji. Przykro mi, to nie jest kwestia samolotów, ale naginania konstytucji przez pana prezydenta.
Proponuję raz jeszcze: zacznijmy precyzyjniej rozmawiać o konstytucji.
W kategorii obyczajów żałuję, że tak się stało. Istota jednak leży w tym, że Pałac Prezydencki chciał nagiąć konstytucję tak, by przejąć kompetencje Rady Ministrów, dodatkowo
przenosząc nasz konflikt wewnętrzny na arenę międzynarodową.
Oczywiście, że warto. Zawsze warto robić dobre rzeczy i to niezależnie od tego, jakie funkcje się pełni. A biorąc pod uwagę stan polskich spraw z ostatnich lat, to chyba był to także
obowiązek.
To nie jest tylko kategoria "ładnie i miło", ale także "lepiej i uczciwiej". Przede wszystkim poprawiła się atmosfera społeczna. Ludzie mają poczucie
stabilności. Z drugiej strony nasz rząd w przeciwieństwie do poprzedniego podejmuje realne wyzwania, nie zamiata problemów pod dywan.
Podwyżki dla nauczycieli, lekarzy stażystów i rezydentów, reforma pomostówek, problem stoczni ponad dwa lata zamiatany pod dywan, reforma finansów publicznych...
Nikt nikogo nie oszukuje. Jak pani doskonale wie, to jest rząd koalicyjny i jest jeszcze zapowiadający weto pan prezydent.
Po co zgłaszać projekt, który nie ma szans na realizację? To nie jest czas na zajmowanie się czymś, co nie przynosi efektów.
Rząd Donalda Tuska uczciwe mówi, co jest możliwe, a co nie. Nie szuka podziałów, nie antagonizuje społeczeństwa, tylko mówi, na czym mu zależy, i to realizuje. Uczciwość i przejrzystość
działań rządu przynosi efekty.
Temu służy Centrum Informacyjne Rządu.
Subiektywna ocena.
Będzie we właściwym czasie.
Trwa reforma Centrum Informacyjnego i jeśli dziennikarze nie byli dotąd zadowoleni, to myślę, że z dnia na dzień będzie coraz lepiej. Po restrukturyzacji być może pojawi się także nowy
rzecznik, choć myślę, że akurat w naszym przypadku dziennikarze mają wyjątkowo łatwy dostęp do premiera i ministrów.
Do końca roku.
Nie traktujmy powołania rzecznika w kategoriach prezentu pod choinkę, ale zawsze może się zdarzyć…
Myślę, że będzie dobrze zapamiętany jako rząd, który wielkie cele realizował nawet małymi krokami. Temu rządowi będziemy zawdzięczać wielką zmianę cywilizacyjną: w infrastrukturze,
nauce, systemie służby zdrowia, oświacie… i oczywiście "orliki".
Nie. Będą pisać, że dzięki "orlikom" Donalda Tuska Polska została mistrzem świata w piłce nożnej. Ale tu nie chodzi tylko o ganianie za piłką. "Orliki",
a jest ich już chyba setka, to wspaniały projekt społeczny, przestrzeń aktywności młodych ludzi, miejsce budowania relacji, nauki samodzielności, organizowania się. Mam czwórkę dzieci i
naprawdę z utęsknieniem czekam na "orlika" na naszym osiedlu.
Kiedy pracowałem w zarządzie Radia Gdańsk, nie ukrywałem, że obecny system finansowania mediów publicznych, misji publicznej nigdy do końca niezdefiniowanej, jest absolutnie archaiczny i nie
przetrwa.
Wiem, że radiofonia publiczna wymaga głębokiej reformy, ale nie zajmuję się od dłuższego czasu mediami, więc obawiam się, że nie będę tutaj pomocny.
Nie rozumiem pani. To jałowa dyskusja. Najdalej do 2015 roku w polskich mediach dojdzie do cyfrowej rewolucji i wszystkim już naprawdę będzie obojętne, że szefem państwowej telewizji jest
były szef Kancelarii Prezydenta. Mnie jest to obojętne już dzisiaj.
Być może nie wszystko robimy tak szybko, jakbyśmy chcieli. Nie udało się nam przekonać pana prezydenta, by był prezydentem, który nie ustawia się za każdym razem w opozycji do rządu.
Proszę mi pozwolić nie recenzować działalności pana prezydenta. Dlaczego tak uważam, wyjaśnię na przykładzie: zawsze wydawało mi się, że szef kancelarii powinien być jednak bardziej
urzędnikiem niż komentatorem politycznym. Kiedy zginęli polscy żołnierze w Afganistanie i premier pojechał tam wesprzeć ich kolegów, szef Kancelarii Prezydenta opowiadał, że to PR, że
premier pojechał zrobić sobie tam zdjęcia itd. To jest, oględnie mówiąc, skrajny nietakt. Dlatego ja nie chcę iść tą drogą i nie będę recenzował prezydenta.
Ciekawa, ale nieprecyzyjna analogia. Arabski i Kownacki nie są posłami wybranymi przez dziesiątki tysięcy wyborców jak poseł Palikot czy poseł Nowak. Nie mówię, że posłom wszystko uchodzi,
ale ich działalność weryfikują i oceniają wyborcy. I zapewniam, że premier nie autoryzuje cudzych wypowiedzi.
Przeciwnie, myślę że większość opinii publicznej ma dobre rozeznanie, o czym świadczy utrzymujące się wysokie poparcie społeczne dla Platformy, i naprawdę bez przesady, bieżące relacje
są zupełnie poprawne.
Scenariusz tego spektaklu nie zrodził się w kancelarii premiera. Dam pani najbardziej banalny przykład. Od 16 listopada 2007 r. do października 2008 r. nie zdarzyło się Kancelarii Prezydenta
przysłać do prezesa Rady Ministrów zaproszenia na jakąś uroczystość innego niż zatytułowane "Sz.P. Donald Tusk". I nigdy nie przyszło nam do głowy, żeby alarmować, że
ktoś nie szanuje premiera. Kiedy raz MSZ w pośpiechu takie zaproszenie wysłał do pana prezydenta, mieliśmy trzydniowy festiwal utyskiwań o braku szacunku dla głowy państwa. Jednak gwoli
prawdy dodam, że w pałacu zaszły zmiany. Ostatnie zaproszenie na bal było uroczyste.
O tym zadecydują wyborcy. Ale wierzę, że tak będzie.
Bo uważam, że byłoby nieprzyzwoite zapisywać się do partii, która ma teraz 50 proc. poparcia, jeśli samemu się na to poparcie nie pracowało od jej początków.
Zgoda. Dołączę jak poparcie spadnie do 15 proc. Ale wie pani, to oznacza, że nigdy nie będę mógł zapisać się do Platformy.
*Tomasz Arabski, szef kancelarii premiera Donalda Tuska