- powiedział w poniedziałkowym tygodniku "Sieci" były szef KPRM Michał Dworczyk. Dodał, że zakończenie misji szefa KPRM może frustrować tylko kogoś, kto uważa, że ministrem można być całe życie. Polityka jest dynamiczną dziedziną życia i zawsze towarzyszą jej zmiany" - zauważył.
Pytany dlaczego właściwie musiał odejść z funkcji szefa kancelarii premiera podkreślił, że "po pierwsze, zdecydowały względy osobiste". - zaznaczył.
Dworczyk o wyciekających mailach
Na uwagę, że z boku wygląda to tak, że odchodzi, by wyciekające maile nie obciążały wizerunku rządu w czasie kampanii odpowiedział, że "gdyby tak było, to oznaczałoby, że realizujemy wariant, który został opracowany gdzieś za wschodnią granicą". - podkreślił Dworczyk.
Dodał, że w sprawie włamania na skrzynkę trwa śledztwo i "do chwili jego zakończenia trudno mówić ze stuprocentową pewnością, co się wydarzyło". - powiedział.
Pytany czy to, co wycieka, to prawdziwe maile odpowiedział, że "część jest autentyczna, część jest zmanipulowana, a część jest nieprawdziwa". Dodał, że wśród jego maili "nie było żadnych materiałów, które mogłyby wstrząsnąć polską polityką". - zauważył.
Odpowiadając na pojawiający się zarzut, że członkowie rządu korzystali w korespondencji z prywatnych, a nie służbowych adresów e-mail powiedział, że "są takie sfery działania, w których bardzo trudno rozdzielić sprawy dotyczące funkcji państwowych od spraw czysto politycznych".
- podkreślił Dworczyk.
Na uwagę, że część komentatorów uważa, że jego odejście jest związane z walką frakcji w Zjednoczonej Prawicy odparł, że "w każdej dużej formacji - a taką jest dziś Zjednoczona Prawica - dochodzi do różnego rodzaju napięć". - zapewnił.
Pytany "co dalej" Dworczyk zaznaczył, że jeszcze przez kilka tygodni będzie członkiem Rady Ministrów, "zamykając różne programy", które nadzoruje. - powiedział.