Wczoraj przed godz. 11 przed sopockim hotelem Sheraton spotkali się Donald Tusk i Władimir Putin. W tym samym czasie przed budynkiem... stanął ogromny trzymetrowy penis, który działacze PiS ozdobili napisem "Putin". Protestujący wykorzystali przy tym grę słów - "put in" znaczy po angielsku tyle co "wsadź"! Za penisa, przebrał się... człowiek PiS - Michał Rachoń.

Reklama

Tu zobaczysz zdjęcia z protestu

"Przyjazd Putina do Polski, z takimi tezami, jakie znalazły się w jego wczorajszym liście czy z tymi, które za jego przyzwoleniem propagują rosyjskie media, to bezczelność. To policzek wymierzony ofiarom komunizmu i stalinizmu. Kategorycznie się na to nie zgadzamy!" - powiedział Rachoń portalowi pardon.pl.

Kim jest Rachoń? Pardon przypomina, że to PiS-owski spec od PR, rzecznik prasowy MSWiA z czasów rządu Jarosława Kaczyńskiego.

Towarzyszący mu podczas protestu anarchiści dorzucili swoje hasła: "Uważamy Władimira Putina za osobę odpowiedzialną za zbrodnie wojenne w Czeczenii, łamanie praw człowieka, morderstwa i zastraszanie aktywistów, niezależnych dziennikarzy i działaczy praw człowieka oraz przyzwolenie na działanie grup neofaszystowskich w Rosji. Uważamy obecność Władimira Putina na obchodach rocznicy wybuchu II wojny światowej za sprzeniewierzenie się symbolice tego dnia" - tłumaczyli protestujący portalowi pl.indymedia.org.

Policja zatrzymała trzy osoby. Dwie z nich już wypuszczono, w tym Rachonia. Trzecia osoba pozostaje w areszcie. To były radny PO z Sopotu, który też brał udział w proteście. "Sopocka policja twierdzi, że użył pod adresem premiera Rosji słów obraźliwych. Byłem świadkiem całej demonstracji. Nie użył" - napisał na serwisie Twitter Michał Rachoń. "Zadawał natomiast całą masę niepotrzebnych pytań legitymującym go policjantom, to one są, jak sądzę, przyczyną zatrzymania."

Dziś zatrzymany zostanie przesłuchany przez prokuratora i ten zdecyduje, czy i jakie zarzuty mu postawić.

"To nie jest na pewno akcja, pod którą podpisałoby się Prawo i Sprawiedliwość. To spontaniczna i prywatna inicjatywa. Mogę tylko powiedzieć, że pokolenia Polaków walczyły o to, żebyśmy mieli swobodę manifestowania swoich poglądów i jeśli nie naruszają one prawa, porządku i dobrego smaku, to powinny się odbywać" - mówi Mariusz Błaszczak, rzecznik Sejmowego Klubu PiS.