Wojsko w ostatniej chwili wywiozło 1500 mieszkańców wiosek, leżących niedaleko wulkanu. Ludzie twierdzili, że nic im się nie stanie, bo... sejsmolodzy kłamią. Żołnierze musieli więc siłą wpychać ich na ciężarówki. Ledwie opuścili zagrożone tereny, a z wulkanu wypłynęła lawa. Jednak rodziny wciąż nie mogą doszukać się 60 osób, które zaginęły.
Ogniste potoki niszczyły wszystko, co stało na ich drodze - domy, drzewa, pola. Nic nie oparło się niszczycielskiej potędze wulkanu. Wyrzucane z krateru głazy rozbiły drogi i mosty. Wsie i miasteczka zniknęły z okolicy. Popioły z wulkanu osiadły na ziemi w promieniu 230 kilometrów od krateru, a słup ognia miał aż osiem metrów wysokości.
Z krateru wciąż wypływa lawa, więc nie da się nawet rozpocząć szacowania strat. Władze obiecały pomoc w odbudowie zniszczonych osiedli. Bo ich mieszkańcy zapowiedzieli, że gdy tylko wulkan ucichnie, to oni na pewno powrócą.