Z płomieniami walczyło 250 strażaków. Akcja była utrudniona, bo w nocy nie dało się użyć samolotów, a cały czas wiał silny wiatr. Przez to ogień gwałtownie się rozszerzał.
"Mieszkaliśmy w Chanioti. Ogień rozprzestrzenił się bardzo szybko. Zerwała się wichura, piorun uderzył w stację benzynową. Ludzie ratowali się ucieczką do wody, odpływali na dmuchanych materacach, pontonach" - opowiadał w TVN24 polski turysta z Berlina. Polacy pojechali do Grecji z trzema biurami podróży. Wszystkie trzy potwierdziły, że ich turyści są bezpieczni. Jeden z hotelów, w którym mieszkali nasi rodacy, udało się strażakom uratować. Niektórzy Polacy wrócili już samolotami do kraju.
Nasza ambasada apeluje: jeśli któryś z polskich turystów stracił w pożarze dokumenty, powinien czym prędzej zgłosić się do placówki. Ambasada wystawi duplikat paszportu. Pomoże też w powrocie do kraju.
Pożar wybuchł w poniedziałek. Jak twierdzi policja i straż pożarna, ktoś podpalił las. Ponieważ od kilku dni w Grecji panują straszliwe upały, ogień błyskawicznie ogarniał wysuszone drzewa. Sytuację pogarszał silny wiatr. Wieczorem płomienie wdarły się na kempingi, gdzie odpoczywali turyści i szybko ogarnęły położone najbliżej lasów hotele.
Strażacy pojawili się za późno. Jak podają świadkowie, dopiero trzy godziny po wybuchu pożaru.
Pod numerem specjalnej infolinii (22) 523 90 09 można dowiedzieć się, co dzieje się z polskimi turystami na Półwyspie Chalcydyckim. Informacji udziela Ministerstwo Spraw Zagranicznych.