"Błagam, pomóżcie mi i pożyczcie trochę pieniędzy na leczenie Katii. Muszę zapłacić za lekarstwa a nie mam jak" - tak Anton prosił wszystkich przyjaciół. Ci nie mieli podstaw, by mu nie wierzyć. Przecież Katii w domu nie było, a jej mąż chodził strasznie roztrzęsiony. Dlatego bez zastrzeżeń zaufali mu i dawali tyle, o ile prosił. Gdy już zebrał ładną sumkę - kilkanaście tysięcy rubli (kilka tysięcy złotych) - nagle zniknął.
Po tygodniu pojawił się na lokalnym komisariacie i przyznał się do przerażającej zbrodni. Żonę zamordował, a kawałki jej ciała rozrzucił po mieście. Dlaczego? Bo wciąż go krytykowała. Feralnego dnia Anton próbował naprawić rurę w łazience, ale nie dał rady. Katia tylko spojrzała na niego groźnie i krzyknęła "Co to za chłop, co nie umie nawet wziąć do ręki młotka". Wtedy w Rosjaninie zawrzała krew. Chwycił więc młotek i zmasakrował swą ukochaną. Potem ciało poćwiartował.
Kasę zebrał, bo chciał uciec ze swą małą córeczką za granicę. Jednak sumienie go ruszyło, bo za Katią wprost szalał i zgłosił się na komisariat. Sąd uznał, że choć Anton popełnił straszną zbrodnię, to jednak żona go sprowokowała, działał w afekcie, przyznał się, no i ma malutką córeczkę. Dlatego dostał tylko 10 lat za kratkami.