Dokładnie trzy lata temu elitarny oddział komandosów aresztował Michaiła Chodorkowskiego, najbogatszego z rosyjskich oligarchów. Zgubiły go polityczne ambicje i konflikt z Władimirem Putinem. Pierwsza w Polsce rozmowa z żoną biznesmena Inną Chodorkowską w DZIENNIKU.
Renata Kim: Kiedy po raz ostatni widziała się pani z mężem?
Inna Chodorkowska: Ostatni raz widziałam Michaiła na początku września; pojechałam wtedy do kolonii karnej w Krasnokamieńsku na kolejne trzydniowe widzenie. Podróż jest ciężka, trwa ponad dobę; najpierw trzeba 6 godzin lecieć samolotem do Czity we wschodniej Syberii, a stamtąd jeszcze kolejne 15 godzin pociągiem do Krasnokamieńska. Wcześniej jeździłam zawsze tylko z Mariną Filipowną, matką Michaiła, ale tym razem zabrałyśmy także córkę Nastię. Mąż nie może zobaczyć naszych synów, bliźniaków Ilii i Gleba, bo dla nich podróż do kolonii jest zbyt ciężka. Podczas ostatniego spotkania jak zwykle rozmawialiśmy o sprawach rodzinnych, wspominaliśmy wspólnych znajomych. A Nastia opowiadała tacie o swojej szkole i o tym, jak jej idzie nauka.
Jak wygląda życie w kolonii karnej? Jak mąż się tam czuje?
Michaił nigdy nie narzeka na warunki w kolonii, chociaż są naprawdę bardzo ciężkie. Pracuje po 8 godzin dziennie jako pakowacz w szwalni, a w wolnym czasie rozmawia z adwokatami i czyta. Z tego, co mi mówił, najbardziej dokucza mu ciągła kontrola oraz to, że jest nieustannie obserwowany i musi uważać na każdy swój krok. Michaił wolałby, żeby traktowano go dokładnie tak, jak innych więźniów. O swoim zdrowiu w ogóle nie lubi mówić i nigdy nie narzeka. Zauważyłam jednak, że odkąd siedzi w kolonii, bardzo schudł i posiwiał. Ale wcale nie stracił swojej zwykłej energii.
Jak Michaił Chodorkowski znosi pobyt w odosobnieniu?
Gdy się ostatnio spotkaliśmy, był wesoły, sporo żartował z Nastią. Nawet w kolonii nie traci ducha i poczucia humoru; czasem wręcz odnoszę wrażenie, że to on nas pociesza i podtrzymuje na duchu, a nie my jego.
Czy zaprzyjaźnił się z kimś w kolonii?
Inni więźniowie okazują mu szacunek, ale większość z nich to przecież bardzo młodzi ludzie, którzy mogliby być jego synami. Poza tym Michaił jest praktycznie jedynym osadzonym, który ma wyższe wykształcenie. On bardzo lubi czytać, ale nie ma z kim porozmawiać, podzielić się swoimi przemyśleniami. Myślę, że najbardziej brakuje mu rozmów z przyjaciółmi.
Czy boi się pani o męża? Czy jego życiu może coś zagrażać?
Staram się nie myśleć o najgorszym. Bardzo się przestraszyłam, gdy parę miesięcy temu napadł na niego jeden z więźniów i nożem poranił mu twarz. Mimo że przez całą dobę Michaiła pilnuje osobisty strażnik, jednak z jakiegoś powodu nie udało się zapobiec temu wypadkowi. Oczywiście martwię się o bezpieczeństwo męża, ale przecież nie mogę cały czas myśleć tylko o tym. Muszę zajmować się dziećmi i być podporą dla Michaiła, dlatego staram się nie ulegać strachowi i nie wpadać w histerię.
Władze kolonii karnej twierdziły, że Michaił Chodorkowski sam wywołał tę bójkę?
Nie wiem, dlaczego na niego napadnięto, ale jestem przekonana, że Michaił nie mógł sprowokować konfliktu.
Pojawiły się wówczas spekulacje, że za tą napaścią stał Kreml...
Nie znam się na polityce, dlatego trudno mi zgadnąć, jakie plany wobec mojego męża mają władze na Kremlu.
Jakiś czas temu w mediach pojawiła się informacja, w której anonimowy pracownik rosyjskich służb specjalnych sugerował, że może istnieć scenariusz samobójstwa pani męża.
Mam ogromną nadzieję, że taki scenariusz nie istnieje.
Czy sądzi pani, że media i opinia publiczna mogą jakoś wpłynąć na poprawę sytuacji Michaiła Chodorkowskiego?
Po jego aresztowaniu wielu ludzi, również nieznajomych wyrażało poparcie dla nas i deklarowało chęć pomocy. Okazało się wtedy, że wielu ludziom los Michaiła nie jest obojętny; przysyłają listy do Moskwy, ale również do kolonii karnej i na stronę internetową Michaiła. Wśród polityków i osób publicznych jest wielu takich, którzy próbują nam pomóc. Jestem też wdzięczna wszystkim dziennikarzom, którzy starali się obiektywnie i szczegółowo opisać proces Michaiła i Płatona Liebiediewa (współpracownik Chodorkowskiego, także aresztowany – red.).
A jak wygląda życie waszej rodziny trzy lata po aresztowaniu męża?
Oczywiście wszystko się zmieniło. Wcześniej głową rodziny był Michaił, ale kiedy go aresztowano, to ja musiałam przejąć stery rządów, musiałam nauczyć się podejmować decyzje i stać się samodzielna i silna. Sama wychowuję nasze dzieci, muszę być dla nich i matką, i ojcem. Starsza córka Nastia bardzo mi pomaga, dużo zajmuje się młodszymi braćmi. A Gleb i Ilia są jeszcze zbyt mali, by zrozumieć, dlaczego taty nie ma z nami. Zresztą prawie w ogóle go nie pamiętają; przecież, gdy go aresztowano, mieli zaledwie po cztery lata.
A jak zachowali się wasi przyjaciele?
Część ludzi, których uważałam za przyjaciół, przestała utrzymywać z nami kontakt. Ale ci, którzy pozostali, bardzo mi pomogli; to dzięki nim zniosłam to wszystko. Nauczyłam się jeszcze bardziej cenić prawdziwych, wiernych przyjaciół .
Inna Chodorkowska: Ostatni raz widziałam Michaiła na początku września; pojechałam wtedy do kolonii karnej w Krasnokamieńsku na kolejne trzydniowe widzenie. Podróż jest ciężka, trwa ponad dobę; najpierw trzeba 6 godzin lecieć samolotem do Czity we wschodniej Syberii, a stamtąd jeszcze kolejne 15 godzin pociągiem do Krasnokamieńska. Wcześniej jeździłam zawsze tylko z Mariną Filipowną, matką Michaiła, ale tym razem zabrałyśmy także córkę Nastię. Mąż nie może zobaczyć naszych synów, bliźniaków Ilii i Gleba, bo dla nich podróż do kolonii jest zbyt ciężka. Podczas ostatniego spotkania jak zwykle rozmawialiśmy o sprawach rodzinnych, wspominaliśmy wspólnych znajomych. A Nastia opowiadała tacie o swojej szkole i o tym, jak jej idzie nauka.
Jak wygląda życie w kolonii karnej? Jak mąż się tam czuje?
Michaił nigdy nie narzeka na warunki w kolonii, chociaż są naprawdę bardzo ciężkie. Pracuje po 8 godzin dziennie jako pakowacz w szwalni, a w wolnym czasie rozmawia z adwokatami i czyta. Z tego, co mi mówił, najbardziej dokucza mu ciągła kontrola oraz to, że jest nieustannie obserwowany i musi uważać na każdy swój krok. Michaił wolałby, żeby traktowano go dokładnie tak, jak innych więźniów. O swoim zdrowiu w ogóle nie lubi mówić i nigdy nie narzeka. Zauważyłam jednak, że odkąd siedzi w kolonii, bardzo schudł i posiwiał. Ale wcale nie stracił swojej zwykłej energii.
Jak Michaił Chodorkowski znosi pobyt w odosobnieniu?
Gdy się ostatnio spotkaliśmy, był wesoły, sporo żartował z Nastią. Nawet w kolonii nie traci ducha i poczucia humoru; czasem wręcz odnoszę wrażenie, że to on nas pociesza i podtrzymuje na duchu, a nie my jego.
Czy zaprzyjaźnił się z kimś w kolonii?
Inni więźniowie okazują mu szacunek, ale większość z nich to przecież bardzo młodzi ludzie, którzy mogliby być jego synami. Poza tym Michaił jest praktycznie jedynym osadzonym, który ma wyższe wykształcenie. On bardzo lubi czytać, ale nie ma z kim porozmawiać, podzielić się swoimi przemyśleniami. Myślę, że najbardziej brakuje mu rozmów z przyjaciółmi.
Czy boi się pani o męża? Czy jego życiu może coś zagrażać?
Staram się nie myśleć o najgorszym. Bardzo się przestraszyłam, gdy parę miesięcy temu napadł na niego jeden z więźniów i nożem poranił mu twarz. Mimo że przez całą dobę Michaiła pilnuje osobisty strażnik, jednak z jakiegoś powodu nie udało się zapobiec temu wypadkowi. Oczywiście martwię się o bezpieczeństwo męża, ale przecież nie mogę cały czas myśleć tylko o tym. Muszę zajmować się dziećmi i być podporą dla Michaiła, dlatego staram się nie ulegać strachowi i nie wpadać w histerię.
Władze kolonii karnej twierdziły, że Michaił Chodorkowski sam wywołał tę bójkę?
Nie wiem, dlaczego na niego napadnięto, ale jestem przekonana, że Michaił nie mógł sprowokować konfliktu.
Pojawiły się wówczas spekulacje, że za tą napaścią stał Kreml...
Nie znam się na polityce, dlatego trudno mi zgadnąć, jakie plany wobec mojego męża mają władze na Kremlu.
Jakiś czas temu w mediach pojawiła się informacja, w której anonimowy pracownik rosyjskich służb specjalnych sugerował, że może istnieć scenariusz samobójstwa pani męża.
Mam ogromną nadzieję, że taki scenariusz nie istnieje.
Czy sądzi pani, że media i opinia publiczna mogą jakoś wpłynąć na poprawę sytuacji Michaiła Chodorkowskiego?
Po jego aresztowaniu wielu ludzi, również nieznajomych wyrażało poparcie dla nas i deklarowało chęć pomocy. Okazało się wtedy, że wielu ludziom los Michaiła nie jest obojętny; przysyłają listy do Moskwy, ale również do kolonii karnej i na stronę internetową Michaiła. Wśród polityków i osób publicznych jest wielu takich, którzy próbują nam pomóc. Jestem też wdzięczna wszystkim dziennikarzom, którzy starali się obiektywnie i szczegółowo opisać proces Michaiła i Płatona Liebiediewa (współpracownik Chodorkowskiego, także aresztowany – red.).
A jak wygląda życie waszej rodziny trzy lata po aresztowaniu męża?
Oczywiście wszystko się zmieniło. Wcześniej głową rodziny był Michaił, ale kiedy go aresztowano, to ja musiałam przejąć stery rządów, musiałam nauczyć się podejmować decyzje i stać się samodzielna i silna. Sama wychowuję nasze dzieci, muszę być dla nich i matką, i ojcem. Starsza córka Nastia bardzo mi pomaga, dużo zajmuje się młodszymi braćmi. A Gleb i Ilia są jeszcze zbyt mali, by zrozumieć, dlaczego taty nie ma z nami. Zresztą prawie w ogóle go nie pamiętają; przecież, gdy go aresztowano, mieli zaledwie po cztery lata.
A jak zachowali się wasi przyjaciele?
Część ludzi, których uważałam za przyjaciół, przestała utrzymywać z nami kontakt. Ale ci, którzy pozostali, bardzo mi pomogli; to dzięki nim zniosłam to wszystko. Nauczyłam się jeszcze bardziej cenić prawdziwych, wiernych przyjaciół .
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|