Taką szansę daje im neuromarketing, czyli badanie podatności mózgu na reklamy. W USA i na zachodzie Europy bije on rekordy popularności, a do Polski właśnie z impetem wkracza. W sierpniu i wrześniu badacze przeprowadzili testy na wypożyczonym sprzęcie, a w przyszłym roku ruszą pełną parą.
Badania mają pomóc odnaleźć tzw. guzik zakupowy, dzięki któremu reklamodawcy są pewni, że ich spot skieruje klienta prosto do sklepu. Na tym właśnie polega neuromarketing –
mierzy reakcje mózgu na bodźce i na tej podstawie wyciąga wnioski, w jaki sposób zachowa się konsument. Do tej pory odbywało się to na podstawie werbalnych deklaracji osób w tzw. badaniach
fokusowych. Są one jednak zawodne. Natomiast badanie mózgu wyklucza pomyłkę, bo aparatu nie da się zwieść. "My słuchamy mózgu" – mówi w DZIENNIKU prof. Rafał
Krzysztof Ohme, prezes LABoratorium Komunikacji Reklamy.
A także rynku, bo ten coraz bardziej przekonuje się do neuromarketingu, choć jest on bardzo drogi. Przebadanie jednego człowieka kosztuje aż 3 – 4 tys. dol. (ponad 10 tys. zł) Żeby dane były wiarygodne, trzeba przeprowadzić sesje z grupą aż kilkudziesięciu osób. To gigantyczna kwota w porównaniu z badaniami focusowymi: tam przebadanie jednej osoby kosztuje zaledwie 500 – 600 dol. (ok. 2 tys. zł).
Firmy chcą jednak wydawać gigantyczne pieniądze na neuromarketing. Twierdzą, że warto, bo w ten sposób mogą się dowiedzieć, co naprawdę lubimy. Zwłaszcza że – jak dowodzą
badania – co innego nam smakuje, a co innego kupujemy. Pokazuje to przykład konkurencyjnych marek: Coca-Coli i Pepsi-Coli. W teście, podczas którego badani nie wiedzieli, który napój
piją, bardziej smakowała im pepsi-cola. Jednak w momencie, kiedy widzieli konkretne marki, częściej wybierali coca-colę. To dowód na to, że zmysły nie mają wielkiego znaczenia przy wyborze
produktu. Wystarczy więc go odpowiednio zareklamować. Wiedzą to firmy, dlatego pokochały neuromarketing. Według DZIENNIKA w badania chcą zainwestować liderzy rynku m.in. Nestlé,
Polkomtel czy Kompania Piwowarska.