Zaczęło się niewinnie - od ulicznej sprzeczki dwóch mężczyzn. A przerodziło w bitwę na tysiąc żołnierzy. Tyle że nieumundurowanych. I niemających nic wspólnego z wojskiem i wojną. Po prostu dwa zwaśnione czeczeńskie rody postanowiły rozstrzygnąć spór.
Na ulicy miasta Urus-Martan pokłóciło się dwóch przedstawicieli rodzin Jusupowów i Dakajewów. Nie mogli dojść do porozumienia i rozeszli się. Ale tylko na chwilę.
Po jakimś czasie obaj wrócili. Ale już nie sami. Każdy przyprowadził kilkuset krewnych i znajomych. I się zaczęło. Walka na noże i pistolety. Cud, że nikt nie zginął.
Władze Czeczenii i miasta uznały, że to "zwykła sprzeczka" i się nie wtrącały. A o co poszło? Nikt tego nie pamięta. Ale jakie to ma w sumie teraz znaczenie...
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|