"Żona to własność mężczyzny. Jest jak rzecz, którą można wymienić" - o tragicznej sytuacji w Kenii mówi reporterom CNN Rebeca Lolasoli. Prowadzi wioskę Umoja, w której chronią się zgwałcone kobiety.

A takich są tysiące. Do szpitala kobiet w Nairobi codziennie zgłasza się ich 15. "Mnie i siostrę zgwałciło trzech bydlaków. W moim własnym domu" - mówi jedna z ofiar.

Reklama

Gwałt to drugie z najczęstszych przestępstw w tym kraju. Coraz częściej zboczeńcy wykorzystują małe dziewczynki. Nawet kilkumiesięczne. To ma chronić napastników przed zarażeniem się AIDS.

W Kongo sytuacja jest jeszcze gorsza. W jednej ze wschodnich prowincji, Bukavu, zgłoszono aż 4 tysiące gwałtów. Wszystkie były dziełem żołnierzy. Codziennie atakują kilkanaście kobiet. Niektórym, dla zabawy, strzelają w krocze.

Tintsi, jedną z ofiar, gwałciło 15 zwyrodnialców w mundurach. Non stop przez osiem dni i nocy. Gwałt na innej z ofiar musiały oglądać jej dzieci i mąż. Żołnierze potem go zabili i przez trzy dni gwałcili 8- i 10-letnie córki. "Wolałabym, by mnie także zabili" - płacze Henriette Nyotta.

Dr Denis Mukwenge Mukengere ze szpitala w Panzi już od 23 lat zajmuje się ofiarami seksualnych napaści. Ale przeraża go to, co się teraz dzieje w tym kraju. "Nigdy jeszcze nie spotkałem się z taką brutalnością" - mówi dla CNN. Amnesty International twierdzi, że zwyrodnialcy nigdy nie trafią za kratki.