Ubawi się jeszcze bardziej, gdy przeczyta postulaty Komisji Europejskiej. Bo Unia obiecuje, że wyśle na Białoruś strumień euro, jeśli Aleksander Łukaszenka zacznie budować na Białorusi... demokrację. Pierwszym sprawdzianem mają być styczniowe wybory samorządowe. Jeśli ich nie sfałszuje, dostanie pieniądze.

Dziś na biurko Łukaszenki trafi propozycja z Unii. Komisja Europejska chce objąć Białoruś specjalnym programem i płacić jej, podobnie jak Ukrainie.

Ale chyba nikt nie wierzy, że dyktator potraktuje taką ofertę serio. Nawet białoruscy opozycjoniści nie mają złudzeń. "Wątpię, by władze białoruskie przyjęły propozycje" - jasno stawia sprawę Siarhiej Kaliakin z partii komunistycznej. "To wielka szansa na rozwój gospodarki, rozwiązanie problemów, jakie ma Białoruś" - rozmarza się Aleksander Milinkiewicz, główny rywal Łukaszenki w ostatnich wyborach prezydenckich.