"Na razie zatrzymany przyznał się do wysłania listu, który wybuchł w miejscowości Wokingam" - mówi Anton Setchell z brytyjskiej policji. Zatrzymany trafił na obserwację psychiatryczną. Lekarze zbadają go i stwierdzą, czy 48-latek nie kłamie i czy nie jest chory psychicznie. Bo jego tłumaczenia są dziwne.
Zatrzymany mężczyzna twierdzi, że chciał krzywdzić ludzi w obronie... praw zwierząt. Bombami zwracał uwagę na ich los.
Nawet jeśli się okaże, że to właśnie on wysłał list z bombą, wciąż nie będzie wiadomo, kto nadał pozostałe sześć listów-pułapek, które w ostatnich dniach raniły sześć osób w Londynie. Dlatego policja nie przerwała śledztwa i nadal szuka podejrzanych o wysyłanie eksplodującej poczty.