Mimo aresztowań zamieszki na ulicach Kopenhagi nie ustają. "Na pomoc lewicowym aktywistom z Danii przyjeżdżają młodzi ludzie z całej Europy - również z Polski" - poinformowała policja. I zamiast się zmniejszać, liczba demonstrantów wciąż rośnie. Co chwila przypuszczają szturmy na policję. Kolejny raz zaatakowali w nocy. Na funkcjonariuszy poleciały kostki brukowe i koktajle Mołotowa. By uspokoić demonstrantów - policja użyła gazu łzawiącego. I aresztowała 100 osób. Dołączyli do ponad 200 osób zatrzymanych wcześniej. Mundurowi twierdzą, że są wśród nich m.in. Litwini, Francuzi i Polacy.

"Grupa wyrostków próbuje zaprowadzić chaos" - tak komentują zajścia na ulicach Kopenhagi policjanci. Obawiają się, że prawdziwy szturm młodzi ludzie przypuszczą w weekend.

A demonstranci są wściekli na władze miasta. To one w latach 80. pozwoliły lewicowym aktywistom na zajęcie opustoszałego Centrum Młodzieżowego. Dziesięć lat później samorządowcy z Kopenhagi sprzedali budynek chrześcijańskiej wspólnocie. I choć kazały lewakom się wyprowadzić, to ci stwierdzili, że budynku nie opuszczą. W czwartek siłą usunęli ich antyterroryści i od razu na ulicach Kopenhagi wybuchły zamieszki.