W lecie zeszłego roku Hezbollah - organizacja walcząca z Izraelem - porwała dwóch żołnierzy izraelskich. To wywołało wojnę. Armia Izraela weszła do Libanu. Bombardowano drogi, miasta, fabryki. Zginęło 1200 Libańczyków. Hezbollah w odwecie ostrzelał Izrael rakietami i zabił 160 osób. Porwanych żołnierzy nie odbito. Izrael wycofał się pod naciskiem ONZ.

Teraz trwa odbudowa kraju. Rząd libański prowadzi ją dzięki pomocy krajów arabskich. Libanowi obiecały 1,3 mld dolarów, ostatecznie dały 700 mln. Rząd wykorzystał na razie mniej niż połowę z tej sumy. "To zdecydowanie za mało" - grzmi Hezbollah i twierdzi, że najbardziej poszkodowane są regiony, w których jest popierany.

Organizacja nie siedzi z założonymi rękami. Obficie płyną do niej pieniądze z Iranu. Za nie Hezbollah odbudowuje kraj i umacnia irańskie wpływy w Libanie. To nie jest dobra wiadomość dla Izraela. I choć Hezbollah wywołał ostatnią wojnę, to on może być jej głównym zwycięzcą. Ludzie zapamiętają, że to on im pomógł. A winę za wojnę zrzucą na Izrael.