Dziennik Gazeta Prawana logo

Na granicy Chin i Tybetu aż wrze. Kolejne samospalenia

25 stycznia 2012, 17:42
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Rozszerzają się starcia między Tybetańczykami a chińskimi siłami bezpieczeństwa na południowym zachodzie Chin. W prowincji Syczuan dwóch tybetańskich mnichów dokonało samospalenia.

Z danych organizacji pozarządowej Wolny Tybet (Free Tibet) z siedziba w Londynie wynika, że we wtorek zginęło dwóch Tybetańczyków, a kilku zostało rannych, kiedy chińskie siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do tłumu protestujących w powiecie Seda w prefekturze Ganzi (prowincja Syczuan).

Według organizacji, która powołuje się na lokalne źródła, teren zamieszek został objęty godziną policyjną. - poinformował Wolny Tybet.

- oświadczyła szefowa tej organizacji Stephanie Brigden.

Z doniesień chińskich władz wynika, że tłum ludzi oblegał posterunek policji w powiecie Seda; rannych zostało 14 funkcjonariuszy. Sytuacja zmusiła policję do otwarcia ognia, kiedy posterunek został zaatakowany butelkami z benzyną, kamieniami i nożami - tłumaczono.

Oficjalna agencja Xinhua podała, że policja zabiła jednego uczestnika zamieszek, raniła innego i aresztowała 13.

Prowincja Syczuan graniczy od zachodu z Tybetańskim Regionem Autonomicznym.

We wtorek rząd w Pekinie oskarżył o chęć zdyskredytowania władz przez oskarżenie policji o ostrzelanie dzień wcześniej tybetańskiej manifestacji w Syczuanie.

Według tybetańskich źródeł spoza ChRL, siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do protestujących, zabijając od dwóch do sześciu osób; ok. 30 odniosło obrażenia. O sześciu ofiarach śmiertelnych informował tybetański rząd na uchodźstwie w Dharamśali na północy Indii.

Rzecznik chińskiego MSZ Hong Lei podał, że w wyniku interwencji po stronie manifestantów zginęła jedna osoba, a cztery zostały ranne, a wśród funkcjonariuszy pięć osób odniosło obrażenia.

Według organizacji Wolny Tybet, poniedziałkowa pokojowa manifestacja była odpowiedzią na aresztowanie wcześniej w ciągu dnia Tybetańczyków oskarżonych o rozdawanie ulotek z hasłem: "Tybet musi być wolny". Ulotki te głosiły również, że wielu Tybetańczyków jest gotowych dokonać samospalenia.

Rząd twierdzi jednak, że demonstracja nie była pokojowa, a gang złożony z mnichów i dziesiątków innych osób, z których część miała przy sobie noże, obrzucił siły bezpieczeństwa kamieniami, niszcząc dwie karetki i dwa wozy policyjne.

Od samobójczej śmierci w wyniku samopodpalenia w marcu 2011 roku młodego mnicha z klasztoru Kirti w jego ślady poszło w sumie 14 Tybetańczyków - w większości mnichów i mniszek buddyjskich z Syczuanu; dziewięć osób zmarło. Teraz doszło do trzech kolejnych prób, z których dwie zakończyły się śmiercią.

Zdaniem obrońców praw człowieka samopodpalenia mnichów stanowią desperacką odpowiedź na represje kulturalne i religijne Pekinu w regionach tybetańskich.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj