Na niecałe trzy miesiące przed wyborami prowadzący w sondażach socjalistyczny kandydat ogłosił na konferencji prasowej 60 propozycji na poprawienie sytuacji w kraju. Według Hollande'a program ten powinien odbudować Francję, przywrócić sprawiedliwość, dać na nowo nadzieję nowym pokoleniom i położyć podwaliny pod wzorcową Republikę i Francję, której głos będzie znów słyszalny na świecie.

Reklama

Socjalista obiecał przede wszystkim, że chce uzdrowić francuską gospodarkę i finanse publiczne oraz zatrzymać rosnące stale bezrobocie.

Sztandarową obietnicą Hollande'a jest wprowadzenie w życie około 500 tys. współfinansowanych przez państwo tzw. kontaktów między pokoleniami, które pozwolą na jednoczesne zatrudnienie ludzi młodych i seniorów powyżej 55 roku życia. Ten pomysł ma kosztować budżet państwa około 2,3 miliarda euro.

57-letni Hollande podtrzymał także obietnicę utworzenia 60 tys. nowych miejsc pracy w edukacji narodowej, jeśli tylko zostanie wybrany na prezydenta. W sumie wszystkie przedstawione w czwartek propozycje mają kosztować budżet państwa do końca prezydenckiej kadencji w 2017 roku około 20 miliardów euro.

Hollande ogłosił, że jednym z pierwszych jego kroków jako prezydenta będzie wielka reforma podatkowa. Aby znaleźć środki w kasie państwa, chciałby on zlikwidować nisze fiskalne na ogólną kwotę 29 miliardów euro.

W ramach tej reformy zapowiedział on podwyższenie obciążeń fiskalnych dla najbogatszych Francuzów przez wprowadzenie dla nich dodatkowego progu podatkowego. Z drugiej strony obiecał złagodzenie podatków dla małych i średnich przedsiębiorstw, aby - jak powiedział - ochronić klasę średnią.

Hollande podkreślił, że jest realistą i że będzie walczyć z deficytem w kasach państwa, tak aby Francja powróciła do pełnej równowagi budżetowej do 2017 roku. Obiecuję tylko to, co mogę dotrzymać, ani więcej ani mniej - oświadczył kandydat. Zapewnił też, że wprowadzi "wzorcową Republikę", walcząc surowo z wszelkimi przejawami korupcji.

Rywale polityczni Hollande'a przyjęli jego program bardzo krytycznie. Minister ds. budżetu, Valerie Pecresse pochodząca z partii Unia na Rzecz Ruchu Ludowego (UMP) prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego, oceniła, że kandydat socjalistyczny wystawia na niebezpieczeństwo model społeczny Francji i jej wiarygodność.

Reklama

Kandydatka nacjonalistycznego Frontu Narodowego, Marine Le Pen, uznała propozycje Hollande'a za kompletnie niespójne. Z kolei inny liczący się pretendent do Pałacu Elizejskiego, centrysta Francois Bayrou, ocenił, że program socjalisty jest bardzo daleki od tego, co pozwoliłoby na powrót do wiarygodnej równowagi i że brak w nim jakichkolwiek gospodarczych środków działania.

Hollande, faworyt sondaży od początku nominacji przez Partię Socjalistyczną na kandydata w wyborach, pozostaje wciąż liderem sondaży z poparciem od 28 do 30 proc. głosów.

Jednak w ostatnich tygodniach jego przewaga nad najgroźniejszym rywalem, prezydentem Sarkozym, maleje. Według ostatnich badań, ten ostatni może liczyć na poparcie w granicach 23-24 proc. głosów. Oprócz tej prowadzącej dwójki faworytów o wejście do drugiej tury mogą walczyć: szefowa skrajnie prawicowego Frontu Narodowego (FN) Marine Le Pen i centrysta, przywódca Ruchu Demokratycznego Francois Bayrou.