Irlandia, do niedawna uchodząca za raj dla emigrantów z Europy Środkowej i Wschodniej, dziś sama boryka się z odpływem siły roboczej. Co sześć minut za chlebem wyrusza w świat kolejny irlandzki pracownik - podaje urząd statystyczny w Dublinie. I to mimo że państwo to jest uznawane za prymusa wśród krajów, które w wyniku kryzysu musiały sięgnąć po środki z UE i MFW.

Reklama

Od 2008 r. 4,6-mln Irlandię opuściło już prawie 400 tys. osób. Jeśli odjąć od tej liczby ludzi, którzy w tym samym czasie do niej przyjechali, populacja zmniejszyła się o 120 tys. Ten kiepski rezultat świadczący o malejącej atrakcyjności ekonomicznej kraju komentuje brytyjski dziennik "Financial Times". Wyspę opuszczają bowiem nie tyle rozczarowani przybysze z nowych państw członkowskich, lecz przede wszystkim rdzenni Irlandczycy. Aż 57 proc. emigrantów to obywatele republiki. Większość z nich ucieka do Wielkiej Brytanii, Australii i Kanady.

Nasilająca się emigracja może dziwić, skoro kraj ten uchodzi za przykład udanej walki z kryzysem. Minęły zaledwie trzy lata, odkąd Dublinowi przyznano pakiet ratunkowy w wysokości 85 mld euro, który miał uratować kraj przed zapaścią ekonomiczną po pęknięciu w 2008 r. bańki na rynku nieruchomości.

Podczas gdy inni kredytobiorcy, jak Grecja czy Portugalia, toną w recesji, Irlandia będzie w tym roku jedną z najbardziej dynamicznych gospodarek w strefie euro. PKB ma tu urosnąć o 1,1 proc. Szybciej rozwijać się będą jedynie Malta i Estonia. Zdaniem szefowej MFW Christine Lagarde Irlandia wyznacza standardy dla krajów, które muszą się ubiegać o pomoc. W nagrodę Dublinowi pozwolono nawet odroczyć spłatę zaciągniętych kredytów o dodatkowe siedem lat.

Polityka zaciskania pasa odbija się jednak negatywnie na społeczeństwie. Irlandia z 13-proc. bezrobociem wciąż plasuje się w tej niechlubnej czołówce strefy euro. I trudno się spodziewać szybkiej poprawy sytuacji. Rząd ma dwa lata na redukcję deficytu z obecnych 7,3 proc. do żądanych przez UE 3 proc. A to oznacza kolejne cięcia, także etatów w miejscowych firmach. Te zaś do dziś trzy razy częściej tracą imigranci, w tym z Polski, niż obywatele kraju.

Na irlandzkim rynku zaostrza się więc walka o pracę, a to powoduje wzrost ksenofobii. Liczba motywowanych nią incydentów podwoiła się w ciągu zaledwie roku. W 2012 r. było ich 120.

Poza imigrantami grupą najbardziej narażoną na odczucie negatywnych skutków recesji jest irlandzka młodzież. Bezrobocie wśród niej przekracza już 30 proc. I to właśnie osoby w przedziale wiekowym 15–24 lata stanowią aż 1/3 osób, które opuściły w 2012 r. Zieloną Wyspę. Fala emigracji może jeszcze przybrać. Według badań przeprowadzonych na zamówienie Narodowej Rady Młodzieży Irlandii o wyjeździe z kraju poważnie myśli co drugi obywatel między 18. a 24. r.ż., 40 proc. osób w przedziale wiekowym 25–34 oraz 25 proc. ludzi w wieku od 35 do 54 lat.