Jack Barsky urodził się we wschodnich Niemczech jako Albrecht Dittrich. Nowe nazwisko było częścią tożsamości, jaką stworzyło dla niego KGB, gdy młody naukowiec - chemik zgodził się zostać szpiegiem. W roku 1978 przyjechał do USA, by zostać uśpionym agentem. Z czasem Barsky rozpoczął współpracę z FBI i dostarczył cennych informacji na temat metod działania rosyjskiego wywiadu.
W środę prezentował w Warszawie swą książkę "W głębokiej konspiracji. Tajne życie i labirynt lojalności szpiega KGB w Ameryce", w której przedstawia swoją drogę od dzieciństwa w domu zadeklarowanego marksisty, przez ewolucję poglądów w USA, po współpracę z tamtejszym kontrwywiadem.
W przekonaniu, że Barsky został zdemaskowany przez kontrwywiad USA, w 1988 roku KGB nakazało mu wyjechać z Ameryki i zagroziło śmiercią, jeśli nie wykona rozkazu.
Pytany o to, czy w związku z tym i po ataku na Skripala nie obawia się o swoje życie, Barsky odparł: - .
Barsky opowiedział w wywiadzie dla CBS o życiu uśpionego szpiega KGB w Ameryce. Od tego czasu często komentuje sprawy związane z działalnością wywiadów, a ostatnio ingerencją Rosjan w wybory w USA.
Na pytanie o to, dlaczego Rosjanie ingerowali w amerykańskie wybory odpowiada: -
W dawnych czasach KGB używało "aktywnych środków" posługując się przede wszystkim prasą. Rozsiewali jakieś fałszywe informacje, i nie tylko, w lewicowych, ale szanowanych gazetach, gdzie mieli przyjaznych ludzi i nagle wychodziło na jaw na przykład to, że J. Edgar Hoover był transwestytą. Teraz jest to łatwiejsze, bo istnieje internet. Nie sądzę nawet, by w rosyjskich służbach specjalnych był teraz jakiś departament zajmujący się tym; oni zatrudniają zewnętrznych ludzi - hakerów, trolli, którzy bawią się tym w najlepsze, niekoniecznie ze względów politycznych
Komentując zarzuty o współpracę ludzi z otoczenia Trumpa z przedstawicielami Kremla, mówi, że nie sądzi, by było to świadomym współdziałaniem; uważa, że postępowanie ludzi Trumpa "to jest amatorskie zajmowanie się polityką, i że jest to przerażające".
Zastrzega jednak, że nie sądzi, by Trump świadomie zrobił "tak niemądre rzeczy, by pomóc Rosjanom".
- - podkreśla Barsky.
- komentuje.
Odnosząc się do doniesień amerykańskiego magazynu "Atlantic" o tym, że międzynarodowa gra szpiegów nabrała impetu, a wywiad rosyjski jest teraz równie aktywny, jak w latach zimnej wojny Barsky mówi: - .
Zastrzega wprawdzie, że "(Władimir) Putin nie jest maniakiem z instynktem samobójczym", ale podkreśla, że "Rosja stała się agresywnie ekspansjonistyczna".
"Putin chce wybudować dla siebie pomnik, pomnik kogoś, kto odbudował rosyjskie imperium (...). Sądzę, że gdy Putin zaanektował Krym, nasza odpowiedź była dość słaba - odpowiedź (prezydenta Baracka) Obamy. To było, moim zdaniem, czymś znacznie ważniejszym niż otrucie (Skripala). Na ten temat wciąż nie wiemy nic na pewno, ale wiemy, że Putin zajął Krym i zrobił to bezkarnie" - kontynuuje.
- - dodaje.
Na pytanie o to, kim się czuje po latach pracy dla radzieckiego wywiadu i wielu latach w USA, odpowiada: -
Pytany o to, co przesądziło o podjęciu pracy dla wywiadu, wyjaśnia: -