To już piąta próba rakiet balistycznych, przeprowadzona przez Pjongjang od połowy lipca. Za każdym razem testowane były pociski krótkiego zasięgu.

Władze Korei Płn. nie ukrywają, że testy rakiet są reakcją na wspólne manewry wojsk USA i Korei Płd., które trwają od poniedziałku. Pjongjang oskarża Waszyngton o prowadzenie wrogiej polityki i podsycanie napięć na Półwyspie Koreańskim.

Kolegium Połączonych Szefów Sztabów Korei Płd. poinformowało, że pociski wystrzelono w sobotę o świcie z okolic leżącego na północnym wschodzie Korei Płn. miasta Hamhung, które znane jest z produkcji silników rakietowych napędzanych stałym paliwem.

Wysoki rangą urzędnik państwowy USA poinformował anonimowo, że potwierdzone zostało wystrzelenie przez koreański reżim co najmniej jednego pocisku balistycznego, a jego charakterystyka jest podobna do rekiet wystrzelonych w poprzednich dniach. Japońska agencja Kyodo, powołując się na źródła, także podała, że Pjongjang w sobotę ponownie wystrzelił pociski krótkiego zasięgu.

Ze swojej strony armia USA oświadczyła, że monitoruje sytuację i ściśle konsultuje się z wojskami Korei Południowej i Japonii.

Wcześniej w piątek prezydent USA Donald Trump poinformował, że otrzymał od przywódcy Korei Płn. Kim Dzong Una kolejny list, który jest "wspaniały". W liście tym, według Trumpa, Kim potwierdził, że próby rakietowe Pjongjangu to odwet za wspólne ćwiczenia wojsk USA i Korei Południowej.

- Kim nie był zadowolony z manewrów wojskowych - oznajmił Trump w rozmowie z dziennikarzami w Białym Domu. - Wiecie, że ich też nigdy nie lubiłem - dodał prezydent USA, zwracając uwagę na swój układ z przywódcą Korei Płn., pomimo impasu w negocjacjach dotyczących rozbrojenia nuklearnego tego kraju.