Na wcześniejsze wybory zanosiło się już od dłuższego czasu, ale dopiero teraz większość polityków jest przekonana, że dzięki plebiscytowi może coś ugrać (nie oszukujmy się, politycy nie ciągną nad do urn wcześniej niż trzeba bezinteresownie).

Premier Boris Johnson liczy, że odzyska większość w parlamencie. Lider laburzystów Jeremy Corbyn czuje, że to jest jego ostatnia szansa na to, żeby wprowadzić się pod Downing Street 10.

Liberalni demokraci, niesieni falą popularności w sondażach chcą powiększyć swoją reprezentację parlamentarną, a może nawet współrządzić w koalicji. Innymi słowy mówiąc od wyniku tych wyborów zależy, jak dalej potoczy się brexit.