Po elekcji prezydenckiej w Polsce nadszedł czas na weryfikację obietnic dotyczących współpracy z USA. W tygodniu poprzedzającym pierwszą turę głosowania Andrzej Duda odwiedził Biały Dom. „Ameryka kocha Polskę, Ameryka kocha Polaków” – ten cytat z wypowiedzi Donalda Trumpa zamieszczono na początku oświadczenia wydanego zaraz po spotkaniu. Podkreślono w nim, że amerykański prezydent pracuje nad „dalszym wzmocnieniem długotrwałego partnerstwa między Stanami Zjednoczonymi a Polską”.

Reklama

Podkreślono, że Polska i Stany Zjednoczone od wielu lat podtrzymują stosunki strategiczne, których korzeni należy doszukiwać się „we wspólnych wartościach takich jak: wolność, praworządność czy demokracja”. Autorzy oświadczenia poinformowali również, że prezydenci podpisali deklaracje dotyczące wzmocnienia relacji w zakresie wojskowości oraz bezpieczeństwa.

Kilka dni po wyborach w Polsce Warszawę odwiedził amerykański wiceminister obrony Ryan D. McCarthy, odpowiedzialny za cywilną kontrolę nad armią. – Rozmawiałem z ministrem Błaszczakiem o negocjacjach na temat Umowy o współpracy obronnej (DCA – Defense Cooperation Agreement), a także o tym, jak możemy ostatecznie sprostać swojej części tej umowy. Byłem w Poznaniu, gdzie stacjonuje sztab taktyczny I Dywizji Kawalerii, wspierający nasze ćwiczenia DEFENDER. Spotkałem się z kierownictwem i przeprowadziłem tutaj długie dyskusje na temat ich działań – stwierdził McCarthy podczas spotkania, w którym wzięliśmy udział. Dodał, że obecność Amerykanów w Polsce zwiększona zostanie o tysiąc żołnierzy. Zapytany, czy ten kontyngent przyjedzie z Niemiec – o czym dwa razy w amerykańskich mediach wspominał Donald Trump przy okazji deklaracji zmniejszenia obecności USA w RFN – McCarthy zadeklarował, że tysiąc, o którym mówi, nie ma związku z tym, o czym wspominał Trump. Bo on odnosi się do żołnierzy, co do których polski i amerykański prezydent umówili się w Waszyngtonie 18 miesięcy temu. Amerykański polityk unikał konkretnej odpowiedzi na pytanie, jak należy rozumieć słowa Trumpa na temat przeniesienia wojsk z RFN do Polski.

Bo decyzja o wycofaniu amerykańskich żołnierzy z Niemiec wyraźnie zaskoczyła urzędników amerykańskiego Pentagonu. To by dowodziło, że jego szef Mark Esper jest marginalizowany w rządzie. Jasne jest też, że narasta chaos między ministerstwem a Białym Domem. W Waszyngtonie panuje przekonanie, że za decyzją Donalda Trumpa stoi Richard Grenell, do niedawna ambasador USA w Berlinie, który przez kilka miesięcy w tym roku pełnił obowiązki dyrektora Wywiadu Narodowego, a teraz zajmuje się kampanią wyborczą prezydenta. Ten republikański konsultant i dyplomata nie ukrywał publicznie swojej niechęci do rządu i decyzji Angeli Merkel. Niewykluczone, że Esper wstrzymuje się z realizacją deklaracji prezydenta, bo czeka na wynik listopadowych wyborów w USA. Jeśli Trump przegra, sytuacja niemal na pewno się zmieni, a w Niemczech zostanie utrzymane status quo. Jeśli wygra – jego decyzję o relokacji do Polski wykona już nowy szef Pentagonu.

Zapytaliśmy osoby z kręgów demokratycznych w USA, jak oceniają perspektywy współpracy z Andrzejem Dudą, jeśli jesienią dojdzie do zmiany w Białym Domu i wygra Joe Biden (w sondażach znacznie umacnia swoją przewagę nad Trumpem). Jeden z rozmówców, który zajmował się Europą i Polską w poprzednich amerykańskich rządach, mówi DGP, że jeśli w Warszawie dojdzie do jeszcze większego zwrotu w prawo, pozycja kraju zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych osłabnie. – Podczas gdy w Polsce istnieją pewne twarde, prawicowe elementy, które starają się sprzymierzyć z najsilniejszymi nacjonalistami wokół Trumpa, Stany Zjednoczone nigdy nie będą dla Polski alternatywą dla UE. Unia pozostaje źródłem funduszy rozwojowych, których Polska nadal potrzebu je – powiedział. – Do tego obecna administracja amerykańska nie daje zielonego światła na atak na wolne media w Polsce. Ambasador USA w Warszawie, Georgette Mosbacher, wielokrotnie zajmowała zdecydowane stanowisko w tej sprawie i wspierała TVN – dodaje. Jego zdaniem byłoby dużym błędem, gdyby jakikolwiek polski rząd postawił na jedną opcję polityczną USA.

Pozostaje też kwestia współpracy energetycznej. Uruchomienie elektrowni jądrowej nad Wisłą pomogłoby rozwiązać problem transformacji energetycznej. Biorąc pod uwagę rozwój polskiej gospodarki, koniecznością staje się też zainstalowanie stabilnych mocy, które nie wymagałyby dodatkowego wsparcia. Takie wymogi spełnia energetyka jądrowa. O tym, że Amerykanie bardzo poważnie podchodzą do kwestii transferu technologii, może świadczyć to, że ich placówka w Warszawie została ostatnio wzbogacona o specjalistów zajmujących się tym konkretnym tematem.