Fakt wieloletniej współpracy słynnego naukowca ze Służbą Bezpieczeństwa wyszedł na jaw trzy tygodnie temu. Aleksander Wolszczan w kontrwywiadzie PRL był tajnym współpracownikiem, który pod pseudonimem "Lange" donosił między innymi na mieszkającego w Szwecji brata. Astronom przyznał się do współpracy z bezpieką. Tłumaczył, że starał się nikomu nie zaszkodzić. Dlatego - jak twierdził - przekazywał SB tylko mało istotne informacje.
Nie mogę sobie wyobrazić bardziej odpowiedniego kandydata do tej nagrody. Gdyby to ode mnie zależało, głosowałbym na niego obiema rękoma. Wolszczan jako pierwszy odkrył
planety poza Układem Słonecznym. Dzięki niemu to, co wcześniej było jedynie science fiction, stało się faktem. To dokonanie zapewniło mu bardzo mocną pozycję wśród astronomów. Trzymamy
za niego kciuki.
Bo oprócz wiedzy i umiejętności ma cenny dar - intuicję. Swoje planety znalazł w najmniej oczekiwanym miejscu, wokół pulsara. Wcześniej mało kto ich szukał wokół tego typu gwiazd. Warto
podkreślić, że Wolszczan potrafił również udowodnić swoje odkrycie dzięki konsekwentnie prowadzonym obliczeniom i eksperymentom.
Z reguły od dokonania odkrycia do jej wręczenia upływa trochę czasu. To normalna praktyka komitetu Noblowskiego, nie szukałbym tu żadnego drugiego dna. To zawsze musi potrwać i kropka.
Ale jest też pomysł, by w tym roku Nagrodę Nobla dostali wszyscy wymienieni naraz. To byłoby znakomite rozwiązanie, które osobiście popieram.
Nie sądzę. Co prawda nie śledzę spraw polskich, ale z tego co wiem, były to kontakty niewiele znaczące. Szczególnie, gdy porówna się je z imponującym dorobkiem naukowym astronoma.
* Don Pollacco jest światowej sławy astronomem, wykładowcą Wydziału Fizyki Królewskiego Uniwersytetu w Belfaście (Queens University Belfast)