W swój ostatni lot samolot CASA wyleciał 23 stycznia 2008 roku. Na jego pokładzie była elita polskiego lotnictwa - 20 doświadczonych żołnierzy, w tym czterech członków załogi. Maszyna runęła na ziemię tuż przed planowanym lądowaniem na lotnisku w Mirosławcu. Nikt nie przeżył.
>>>Przeczytaj ustalenia komisji wypadków lotniczych
"Zarzut dotyczy tego, że dowódca wyznaczył do przeprowadzenia tego lotu pilotów, z których jeden nie był przeszkolony do latania na tej wersji samolotu CASA, a drugi nie miał uprawnień do pilotowania w nocy" - powiedział DZIENNIKOWI podpułkownik Zbigniew Rzepa z Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Poznaniu, która prowadzi śledztwo.
Dodał, że jeden z zarzutów dotyczy też naruszenia programu szkolenia na samolotach transportowych. Za niedopełnienie lub przekroczenie obowiązków grozi kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.
Rozbita CASA różniła się nieco od innych samolotów tego typu - już wcześniej posiadanych przez polskie lotnictwo. Była najnowszym egzemplarzem, który przybył do Polski zaledwie kilka miesięcy przed wypadkiem i miała dodatkowe wyposażenie nawigacyjne i elektroniczne. Według raportu komisji badającej wypadek piloci nie wykorzystali urządzenia ostrzegającego przed zbliżaniem się do ziemi - prawdopodobnie nie wiedzieli, że pilotowana przez nich maszyna je posiada.
>>>Przed katastrofą CASA zboczyła z kursu
W maju 2008 roku specjalna komisja badająca przyczyny katastrofy wskazała jako jej winnych 23 osoby. Zdaniem komisji, między innymi źle dobrano załogę maszyny, która nie poradziła sobie z lotem w fatalnych warunkach atmosferycznych.
Z raportu komisji wypadków lotniczych wynika, że podczas przygotowań do feralnego lotu roiło się od błędów. Popełnił je zarówno pilot, jak i obsługa naziemna lotniska w Mirosławcu. Do tragicznego wypadku przyczyniły się też zła pogoda, niewłaściwa organizacja lotu i złe szkolenie pilotów w 13. eskadrze lotniczej w Krakowie.