Lech Kubat*: Jechałem z domu do pracy. Ledwie wyjechałem, a tu nagle przed maskę wyskoczyła mi sarna. Nie byłem rozpędzony, bo to maluch, za szybko nie pojedzie, więc wcisnąłem hamulec i
zatrzymałem samochód. Skupiłem się na tej sarnie i dlatego aż do góry podskoczyłem, bo usłyszałem łomot i wielki huk na dachu. Popatrzyłem na sufit i od razu w prawo na szybę. Ale trwało
to kilka sekund, więc wiele nie widziałem.
>>>Drapieżnik z Opolszczyzny skoczył na auto
Tylko biało-siwe podbrzusze i bardzo długi ogon, którym to zwierzę przeciągnęło po szybie. Za chwilę uciekło w krzaki i tyle je widziałem. Ale na pewno nie była to sarna ani żaden kozioł
czy zając. Tylko raczej jakiś ogromny kot.
Są ślady pazurów, i to ogromne. Dach jest porządnie podrapany.
>>>Świadek: To był ogromny kot
*Lech Kubat, mieszkaniec Głubczyc-Las Marysieńka, który w sobotę w drodze do pracy spotkał tajemniczego drapieżnika grasującego na Opolszczyźnie