Dwóm bossom wystarczyło ledwie pół roku na wolności, aby zbudować wokół siebie silne struktury.
Grupa mokotowska szykowała się właśnie do zbrojnego starcia z gangiem z podwarszawskich Marek. "" - mówi szef warszawskiego Centralnego Biura Śledczego Sebastian Michalkiewicz.
Przed pół roku więzienie opuścił Andrzej P. „Salaput”, a miesiąc temu żywa legenda mafii Marek C. „Rympałek”. To właśnie jego ludzi w poniedziałkowy poranek zatrzymali policjanci CBŚ.
"" - mówi Michalkiewicz. Policjanci szczególnie obawiali się dwóch owianych złą sławą bandytów: Artura S „Aftyki” i „Adzia”. Spodziewali się, że są uzbrojeni. "Byli jednak zbyt zaskoczeni, aby stawić opór" - tłumaczy Michalkiewicz.
Oprócz tych dwóch liderów do siedziby warszawskiego CBŚ trafiło 18 innych bandytów.
". Podejrzewamy, że wykonywał polecenia <Rympałka>, który na wolności znajduje się od pierwszych dni kwietnia" - mówi jeden z zaangażowanych w śledztwo funkcjonariuszy.
Dokładnie w tym samym czasie po drugiej stronie Wisły w siłę rósł inny recydywista, który odzyskał wolność - Andrzej P. „Salaput”. Zgromadził wokół siebie również blisko 20 bandytów. Obaj liderzy wkrótce zaczęli sobie deptać po piętach.
>>> Szef gangu mokotowskiego skazany
" - tłumaczy nasz rozmówca. Od tego momentu obydwie grupy zaczęły się zbroić na potęgę.
"Dlatego postanowiliśmy przyspieszyć nasze działania" - tłumaczy oficer policji. Pierwsza wyłapana została niemal cała grupa "Salaputa". On sam wymknął się z obławy, ale już po kilku dniach zatrzymali go stołeczni policjanci. Teraz ich los podzielili konkurenci z grupy mokotowskiej.
"Dziś nie ma już żadnej naprawdę poważnej grupy przestępczej w stolicy" - mówi naczelnik Michalkiewicz. Jednak również on przyznaje, że „Salaputowi” i „Rympałkowi” tylko kilka miesięcy zajęło zbudowanie groźnych gangów. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, dlatego w CBŚ działa specjalna komórka monitorująca losy zatrzymanych gangsterów. " – tłumaczy jeden z funkcjonariuszy.
>>> "Obcinacze palców" wkrótce staną przed sądem
Obydwaj należeli do ścisłego kierownictwa „Pruszkowa”. "Każdy, kto wejdzie w zorganizowane struktury przestępcze, staje się naszym wrogiem na zawsze. " - mówi dyrektor CBŚ inspektor Paweł Wojtunik. Jednak obydwaj gangsterzy mogą trafić w korzystną sytuację: policja drastycznie tnie koszty. Jednocześnie dla rosnącej liczby bezrobotnych kariera przestępcza może stać się jedynym wyjściem.
p
Kazimierz Olejnik*: To, że złapano resztę grupy mokotowskiej, to ogromny sukces. Ale nie miejmy złudzeń, zaraz powstaną nowe grupy lub inne urosną w siłę.
Tak, rzeczywiście CBŚ ma teraz dobry okres, ale taka klasyczna mafia parająca się przemocą nie jest dziś wcale najgroźniejsza. Zagrożenie XXI wieku to „białe
kołnierzyki”, przestępcy finansowi, internetowi. I na to zagrożenie już teraz trzeba się przygotowywać.
Proszę spojrzeć na sprawę opcji walutowych, na ataki spekulacyjne przeprowadzane wobec walut. Tutaj stawką są sumy liczone w dziesiątkach i setkach milionów - i kryją się za tym grupy
przestępcze. Groźne i bezwzględne.
Nawet nie wiem, czy ten z laptopem nie jest bardziej niebezpieczny. Proszę sobie wyobrazić, co się stanie, jeśli ktoś np. oczyści konta funduszy emerytalnych albo ZUS tuż przed wypłatami
świadczeń? Policja nie może dać się zaskoczyć czymś takim.
Dziś CBŚ może oblać duży sukces, ma do tego prawo. Ale już jutro musi myśleć o nowych metodach stosowanych przez przestępców, wyczuwać, co się dzieje po drugiej stronie barykady, bo
zawsze będzie ktoś do łapania
Kazimierz Olejnik, były prokurator krajowy, znany z rozbicia „łódzkiej ośmiornicy”, grupy działającej w Łodzi pod koniec lat 90.