Gorąco na jednej z gliwickich ulic zrobiło się w momencie, gdy policyjny patrol chciał zatrzymać kierowcę daewoo nexii. Ten zamiast się zatrzymać, gwałtownie zawrócił i z piskiem opon ruszył pod prąd do ucieczki. Jadąc jak szaleniec, uderzył w stojącą na światłach ciężarówkę. Następnie jadąc na wstecznym biegu, staranował policyjnego forda.
Wtedy do dramatycznego pościgu dołączyły dwa policyjne auta. Furiat zaczął kluczyć ulicami w centrum miasta. Ciągle jadąc pod prąd, omal znowu nie walnął w próbujący go zatrzymać radiowóz. Funkcjonariusze wykazali się refleksem i w ostatniej chwili o kilka centymetrów wycofali samochód.
Finał trwającego 40 minut pościgu był równie zaskakujący jak sama szaleńcza ucieczka. Nagle małolat wyskoczył z pędzącego auta i zniknął między domami. W tym czasie samochód jadący bez kierowcy uderzył w ogrodzenie jednej z posesji. Kompletnie je zniszczył.
Na szczęście, po paru minutach i sforsowaniu kilku płotów, policjanci dogonili szaleńca. Okazało się, że nastolatek był pijany - miał 1,5 promila w wydychanym powietrzu. A samochód, którym tak szarżował po ulicach, należał do ojca jego kolegi. Teraz małolat-szaleniec odpowie za jazdę po pijaku, spowodowanie kolizji, plus czynną napaść na policjantów. Grozi mu 10 lat za kratkami.