To właśnie z wrocławskiego zoo nadawał razem z żoną program, z którego znała go cała Polska - "Z kamerą wśród zwierząt". Ale teraz, po ponad 40 latach spędzonych w ogrodzie zoologicznym usłyszał, że już najwyższy czas, żeby poszedł na zasłużoną emeryturę. Władze miasta wywaliły Gucwińskiego i ogłosiły konkurs na nowego szefa placówki. Ale on wcale nie marzy o domowych pieleszach. Walczy o przywrócenie do pracy.
Dlatego pozwał urzędników do wrocławskiego sądu pracy. Żąda, żeby "uznać wypowiedzenie umowy o pracę za bezskuteczne". Bo, jak mówi, wcześniej dogadał się z prezydentem miasta, że na emeryturę odejdzie, ale w sierpniu przyszłego roku.
Urzędnicy prezydenta Wrocławia mówią co innego. "Trzy razy próbowaliśmy się rozstać z panem Gucwińskim w elegancki sposób. Proponowaliśmy mu podpisanie porozumienia" - tłumaczy rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego we Wrocławiu Marcin Garcarz.
I mimo że w wieloletnie zasługi Gucwińskiego nikt nie wątpi, trzeba przyznać, że ostatnio wokół zoo zrobiło się nieciekawie. Media wrzały, że zwierzęta są tam trzymane w fatalnych warunkach i w ciasnych klatkach. W końcu jeden z niedźwiedzi brunatnych rozjuszony rzucił się na opiekuna. Prokurator bada teraz, czy w ogrodzie nie złamano ustawy o ochronie zwierząt.