IWONA DUDZIK: Zdarzało się panu pracować w szpitalu 100 godzin non stop?
BOLESŁAW PIECHA: Oczywiście, nieraz przez trzy dni nie wychodziłem ze szpitala, a potem jeszcze szedłem na dyżur w pogotowiu. To była norma.
Pan to znosił?
Było to męczące, zwłaszcza że na oddziałach ginekologicznych, gdzie pracowałem, każdego dnia rodziło się kilkanaścioro dzieci. Ale miało dobre
strony, bo nauczyłem się szybkiego podejmowania decyzji, opanowania paniki i nabrałem rutyny. Jak to znosiłem? Człowiek był młodszy, tolerancja organizmu większa. Potem podobało mi się to
coraz mniej i już takich maratonów starałem się unikać.
I został pan wiceministrem. Tymczasem większość lekarzy takie maratony uprawia i ma tego dosyć. Niektórzy zasypiają ze zmęczenia podczas operacji. Dlatego zapowiadają masowe
kierowanie pozwów przeciwko szpitalom o wypłatę nadgodzin lub możliwość odbioru wolnych dni.
Uważam, że lekarze po dyżurze powinni mieć 11 godzin przerwy na odpoczynek. Ale na
to potrzeba większej liczby lekarzy i pieniędzy. Nie da się tego zmienić z roku na rok. Przecież szkolenie lekarza trwa siedem lat, a specjalisty nawet jedenaście.
No to ma pan problem, bo lekarze nie ustąpią i będą skarżyć szpitale do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
Lekarze niecierpliwią się, a my nie jesteśmy w stanie dać im płac zbliżonych do brytyjskich czy niemieckich. Liczymy na zmianę przepisów unijnych w kwestii czasu pracy. Nie jesteśmy sami, bo
tego samego chce wiele państw. Np. z Niemiec lekarze wyjeżdżają do Szwajcarii, bo tam zarobki są jeszcze wyższe. Tylko że nasi zachodni sąsiedzi i inne bogate państwa mają możliwości
finansowe, aby ściągnąć do siebie lekarzy, choćby z Polski. My ich nie mamy.
Nie wierzę własnym uszom. Polska będzie walczyła o złagodzenie przepisów dotyczących czasu pracy?!
Na pewno przepisy pozostaną dość restrykcyjne, ale liczymy, że nasz
postulat zostanie przyjęty. Chcemy, aby dopuszczono pracę lekarzy 65 godz. w tygodniu, bo tego wymaga bezpieczeństwo polskich pacjentów.
Ale lekarze zamiast pracować ponad siły, powinni wziąć wolne i porządnie wypocząć.
Odłóżmy to między bajki. Nie jest możliwe, aby 100 tysięcy lekarzy naraz zrobiło
sobie wolne i wyjechało do ciepłych krajów! Zresztą podejrzewam, że lekarze wcale nie chcą odpoczywać, tylko chcą w wolne weekendy dorabiać sobie w Wiekiej Brytanii, jak to się już obecnie
odbywa.
W takim razie szpitale wkrótce będą puste. I co pan wtedy zrobi?
Szpitale są samodzielne, ja nie mogę im niczego narzucać. Na pewno muszą dostać dodatkowe pieniądze, ale płace z pewnością nie wzrosną o 100 proc. Nie łudźmy się, że podwyżki
zatrzymają lekarzy w kraju. Nie będzie też tak, że w szpitalach zabraknie lekarzy wszystkich specjalności.
Ministerstwo ma jakiś pomysł, jak lekarzy zatrzymać w kraju?
Na dziś nie ma.
Czy pracujecie nad projektem ustawy, która zmuszałaby emigrujących młodych lekarzy do zwrotu pieniędzy za kształcenie?
Przygotowujemy ustawę, którą chcemy uchwalić w przyszłym roku. Lekarze w czasie specjalizacji otrzymują z budżetu Ministerstwa Zdrowia pensje w wysokości 1,5 tys. zł. Zaproponujemy, aby
była to pożyczka, którą umarzano by, gdy świeżo wyszkolony lekarz zdecyduje się zostać w kraju. Prawo nie może działać wstecz, więc skutki tej ustawy odczulibyśmy za pięć, sześć
lat.
Bolesław Piecha, wiceminister zdrowia