Ania popełniła samobójstwo, bo nie wytrzymała upokorzenia, jakiego zaznała ze strony pięciu młodocianych bandytów. Pod nieobecność nauczyciela siłą rozebrali ją przy klasie i zrobili jej zdjęcia.
Gimnazjum nr 2 w Gdańsku, do którego chodziła Ania leży przy ulicy Kartuskiej. To zapyziała wylotówka, pełna wieżowców z wielkiej płyty i starych kamienic. Jednak nie tych reprezentacyjnych, jakie są na starówce, ale tych robotniczych, w których bardzo często nie ma nawet kanalizacji, a w każdej bramie stoją pijaczki. Nie ma tu nawet placu zabaw dla dzieci, nie mówiąc już o jakiś klubach dla młodzieży.
Dzieciaki wychowują się więc na ulicy, gdzie uczą się bandyckich zachowań. Przenoszą je później do szkoły, co w rezultacie - jak pokazał przykład Ani - może skończyć się tragicznie - pisze DZIENNIK. Jednak to nie wyłączny problem Gdańska. To wydarzenie, które stało się powodem samobójstwa 14-letniej Ani, mogło zdarzyć się praktycznie w każdym polskim mieście. Bo klimat polskich miast sprzyja agresji i depresji - czytamy w DZIENNIKU.