Kilka dni temu o świcie rzucił się na kobietę idącą ulicą w Lubinie (Dolnośląskie). Próbował zaciągnąć w krzaki. Ale ta, silniejsza od cherlawego 15-latka, narobiła wrzasku, i tak rąbnęła go kilka razy na odlew, że nastolatek uciekł. I kilka godzin później napadł na 14-latkę. Liczył, że młodsza dziewczyna nie da mu rady. I tu się pomylił, bo i od niej dostał tęgie manto, zanim zdążył ją rozebrać i zgwałcić. Musiał uciekać.

Policjanci szybko złapali małego zboczeńca. I postawili przed sądem. A sędziowie nakazali zamknąć chłopaka na trzy miesiące w ośrodku. Takim samym, do jakiego trafili 14-letni oprawcy Ani, gimnazjalistki z Gdańska. Ona nie wytrzymała upokorzenia, gdy oprawcy, chcąc zaspokoić swoje chore żądze, rozebrali ją przy całej klasie. Popełniła samobójstwo.

Po tej smutnej historii z Gdańska sąd w Lubinie ma twardy orzech do zgryzienia. Bo gdyby ten niewyżyty seksualnie 15-latek był silniejszy, zrobiłby krzywdę obu kobietom. I gdy wyjdzie, może kogoś zgwałcić.

Dlatego sąd zastanawia się, czy nie warto zamknąć młodocianego przestępcę w poprawczaku.