Według nieoficjalnych informacji, w drodze do Europy znowu pojawiły się problemy z systemem pobierania paliwa w powietrzu. Eksperci podejrzewają, że Amerykanie nie zdążyli usunąć usterek w Stanach Zjednoczonych, i to dlatego piloci musieli wylądować na tankowanie w Islandii. A tankować musieli ze względu na duży dystans dzielący Amerykę od Polski. "F-16 musi mieć dużą rezerwę paliwa, by lecieć prawie cały czas na pełnym baku" - tłumaczy były wiceminister obrony Janusz Zemke.
Producent samolotów - Lockheed Martin - w krótkim oświadczeniu przyznał wczoraj, że "dwa samoloty wielozadaniowe wylądowały na Islandii w celu przejścia kontroli technicznej". MON, który zażądał wyjaśnienia tej sprawy, nie dostał jeszcze odpowiedzi od Agencji Współpracy Obronnej USA, sprzedającej nam F-16 w imieniu amerykańskiego rządu.
Bardziej rozmowny był pilot, który przyprowadził jedną z maszyn do Polski. "Usterka będzie naprawiona już w Krzesinach" - mówił DZIENNIKOWI płk. Michael Meier kilka minut po wylądowaniu w Polsce.