Dziennik Gazeta Prawana logo

Ośmiu pacjentów omal nie umarło po corhydronie!

12 października 2007, 14:12
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Już nikt nie wie, ile trefnego corhydronu trafiło na rynek! Jednak - jak alarmuje wiceminister zdrowia Bolesław Piecha - resort wie już o ośmiu pacjentach, którzy o mało nie stracili życia po podaniu tego leku. Było wśród nich dziecko!

Piecha nie ma złudzeń: to nie wszystkie przypadki. "Bywa tak, że lekarze wszystkiego nie zgłaszają. To jest, niestety, polska słabość" - mówi.

Ale z tych przypadków, o których już wiadomo, bije grozą. 1 czerwca tego roku do szpitala w Pruszczu Gdańskim trafiło 10-letnie dziecko z alergią. Dostało zapaści po tym, jak podano mu właśnie corhydron. O mało nie umarło.

Podobnie było w Lublinie. Tam zapaści dostało dwoje dorosłych pacjentów. Inspektorzy zareagowali natychmiast. "Jeździliśmy, pobieraliśmy próbki. Nasi inspektorzy wtedy do Janowa Lubelskiego jeździli - tam było też dwóch pacjentów z objawami niepożądanymi" - przypomina sobie Krystyna Wysmólska z Wojewódzkiego Inspektoratu Farmaceutycznego w Lublinie. I dodaje, że corhydron został wtedy wycofany z rynku w całej Polsce, ale po dwóch miesiącach... wrócił na półki! Bo następne badania jakościowe leku pokazały, że wszystko jest w porządku.

"Ale na rynek mogło trafić więcej trefnych serii" - potwierdza prof. Aleksander Paweł Mazurek z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego. Profesor nie ma wątpliwości: jeśli raz doszło do pomyłki, mogło się to zdarzyć więcej razy. Nadal jednak nie potrafi wytłumaczyć, jak to się stało, że w ampułkach z corhydronem znalazła się śmiertelna trucizna.

Wczoraj DZIENNIK ujawnił, że jeleniogórska firma farmaceutyczna Jelfa wypuściła na rynek groźną truciznę, zamiast popularnego leku na alergię. W Polskę miało wyjechać ponad 6500 tysiąca opakowań trefnego leku, o działaniu podobnym do pavulonu, którym łódzcy sanitariuszy zabijali pacjentów w głośnej aferze tzw. łowców skór. Powoduje on szybkie wiotczenie mięśni. Pacjenci, którym go podano, dusili się.

Problem w tym, że Jelfa przez ponad miesiąc nikogo o sprawie nie poinformowała. Minister zdrowia Zbigniew Religa dowiedział się o skandalu wczoraj z DZIENNIKA. Już zapowiedział, że polecą głowy osób odpowiedzialnych za ten tragiczny błąd. Sam zachował się honorowo. Chciał podać się dziś do dymisji, ale premier się nie zgodził. "Ufam panu" - powiedział szef rządu na spotkaniu z ministrem zdrowia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj