Sterty niedoręczonych listów piętrzą się na pocztach, a listonosze dalej protestują i domagają się podwyżek. Strajkuje już większość z 25 tysięcy listonoszy - mówią związkowcy. Dlatego po oczekiwany list lub paczkę lepiej samemu pójść na pocztę.
Listonosze zapowiadają, że strajk generalny to ostateczność, ale i tak większość z nich nie przyszła wczoraj do pracy. Nie udały się bowiem rozmowy związkowców z "Solidarności" z dyrekcją Poczty Polskiej.
Nie wiadomo, kiedy strajk się skończy. Bo na razie listonosze mówią, że chcą dalej negocjować. Dziś m.in. o podwyżkach z dyrekcją będą rozmawiać kolejne związki - OPZZ, Związek Listonoszy i Związek Straży Pocztowej. Jeśli i te nic nie dadzą, może się okazać, że i okienka pocztowe zastaniemy puste.
Teraz listonosze zarabiają około tysiąca złotych na rękę. Chcieliby o połowę więcej. Kierownictwo Poczty Polskiej zaproponowało wczoraj podwyżkę płacy minimalnej do 1100 złotych. A to pocztowcom nie wystarcza.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|