Piontek przez tydzień siedział w zawalonym chodniku, zanim dotarli do niego ratownicy. Na głębokości 780 metrów Piontek przeżył 174 godziny, choć wszyscy stracili już nadzieję, a nawet naszykowano mu trumnę.
Opowiadał później: "Nasikałem do hełmu i miałem czym wargi moczyć". Był tak spragniony, że drzazgą z belki kłuł dziąsła, by leciała krew.
Wynoszony na powierzchnię jako zagorzały kibic pytał o wynik meczu (Górnik Zabrze przegrał z Manchesterem City). Do szpitala przyjechał wojewódzki szef partii oraz reżimowy minister górnictwa. By wynagrodzić Piontkowi przeżyty horror, przyznano mu dożywotnią rentę. Gierkowska propaganda sukcesu wykorzystała ten przypadek do swoich celów. Nakręcono o nim film, napisano poemat, książkę i komiks. Wówczas Śląsk i górnictwo były najważniejsze, a dobrze opłacani górnicy stanowili niekwestionowaną elitę klasy robotniczej.
Ale sam Piontek do pracy już nie wrócił i nigdy więcej pod ziemię nie zjechał.
Do wypadku doszło 23 marca 1971 r. w kopalni "Rokitnika" w Zabrzu. Nastąpiło tąpnięcie i zawał, w wyniku którego dziesięciu górników zginęło, a ośmiu zostało rannych.