Gdy po całym dniu wstrzymanej akcji ratunkowej w środę wieczorem ratownicy znów schodzą pod ziemię szukać górników, na twarzach ich najbliższych pojawia się lekki uśmiech. Bo właśnie
wróciła nadzieja, że ich ojcowie, mężowie, bracia i synowie zostaną uratowani. To dla nich bardzo długa noc... Aż w końcu nadzieja gaśnie i ustępuje miejsca niewypowiedzianemu bólowi,
który rozdziera serca rodzinom 23 górników. Bo odeszli na wieczną szychtę...
W środę od południa do miejsca tragedii nie dociera już żaden ratownik. Poziom metanu wynosi aż sześć procent, podczas gdy dopuszczalna norma przewiduje zaledwie dwa procent tego gazu w
powietrzu. Grozi kolejny wybuch. Nie można narazić ratowników. Przez osiem godzin korytarz, w którym doszło do tragedii, jest wietrzony. Dopiero późnym wieczorem poziom metanu spada na tyle,
by wznowić akcję ratunkową.
22.00 Ratownicy znów ruszają do akcji
Cztery zastępy, każdy po pięciu ratowników, zjeżdżają na 1030. metr "Halemby". Osiem kolejnych grup już czeka. O godz. 23 na terenie kopalni pojawia się autokar z
dziesięcioma zastępami ratowników. Tymczasem rodziny uwięzionych górników zbierają się w kopalnianej stołówce. Przerażającą ciszę przerywa co jakiś czas łkanie. I widać po ich
ustach, jak bezszelestnie wypowiadają słowa modlitwy. O życie dla ojców, mężów, braci i synów. Wierzą w ratowników, którzy poszli po swych kolegów...
00.19 Czas nigdy tak się nie dłużył
Po północy z szybu wydostają się pierwsi ratownicy. Osmoleni i potwornie wycieńczeni pojawiają się na powierzchni, by już po chwili wsiąść do samochodu i odjechać. Na dół zjeżdża już
kolejna grupa. Ale wciąż nie ma nowych informacji. Nie wiadomo, co ratownicy zobaczyli tam na dole, czy któremuś z górników udało się przeżyć wybuch metanu. I tylko karetki pogotowia,
które co jakiś czas podjeżdżają pod żelazną bramę kopalni, nie pozwalają tracić nadziei. Bo skoro są lekarze, to będą kogoś ratować.
Do godziny drugiej żadnego sygnału! Ratownicy mają do przejścia ok. 300 metrów. Na górę dochodzą tylko zdawkowe wiadomości, że ekipa ratunkowa w szybkim tempie porusza się do przodu.
"W ciągu godziny ratownicy powinni znaleźć się w miejscu, gdzie są górnicy" – oświadcza o godzinie 1.30 w nocy Zbigniew Madej, rzecznik Kompanii Węglowej.
Ale ta godzina zdaje się wiecznością...
3.45 Pierwszy krzyk zrozpaczonej żony
Poruszenie na placu przed kopalnią i przy stołówce. Samochody prokuratorów zaczynają wjeżdżać i wyjeżdżać z terenu „Halemby”. Dokładnie kwadrans przed godz. 4 rano
rozlega się przeraźliwy krzyk. To ze stołówki! Szybko podjeżdżają tam karetki pogotowia.
"Ratownicy znaleźli kolejnych 15 górników. Żaden nie przeżył. Nadal szukamy dwóch naszych zaginionych pracowników" – ogłasza wtedy Madej. To właśnie te słowa
wywołują taką rozpacz. Kobiety czekające na swych mężczyzn zaczynają się kulić z bólu, kręcą głowami i pytają Boga po cichu: Dlaczego akurat mój? Dlaczego on? I każda z nich ma
wielką nadzieję, że któryś z tych dwóch jeszcze nieodnalezionych górników żyje i że to akurat jej mąż, jej brat...
Jedną z kobiet od razu zabiera pogotowie. Pozostałe dostają środki uspokajające. Mogą też porozmawiać z księdzem. Jeśli tego potrzebują, to czeka na nich nawet psycholog.
I wtedy pojawia się przerażająca myśl, że ci lekarze może mają ratować nie cudem ocalonych górników, ale ich rodziny...
6.31 Nikt nie ocalał
Prokuratura okręgowa w Gliwicach informuje, że wraz z policją dokonuje właśnie oględzin zwłok. "Potem zajmiemy się identyfikacją ciał" – mówi prokurator Robert
Hernand. Już nie mówi się o górnikach, a o ciałach, oględzinach, identyfikacji. Rodziny ofiar nie mogą tego słuchać, bo dla nich to nie są zwłoki, dla nich to ukochany ojciec, jedyny syn,
starszy brat...
Ale chwilę potem pojawia się kolejna makabryczna wiadomość. Ratownicy znaleźli górnika. Był martwy. Zwłoki leżały tam, gdzie pozostałe ciała, na chodniku, tuż przy tylnej ścianie
sztolni. Wreszcie odnajdują ostatnią ofiarę tragedii w "Halembie"...
Nikt nie przeżył wybuchu. Najmłodszy miał 21 lat, najstarszy – 59. "Wszyscy zginęli na miejscu" – mówi Madej.
Tymczasem pozostali pracownicy kopalni właśnie idą na poranną zmianę. Wyjmują z toreb znicze i stawiają przy krzyżu. "Odeszli na ostatnią szychtę" – płaczą za
kolegami.
10.00 Cała Polska płacze
Kraj w żałobie! Żony górników wracają do pustych domów. Zostają same. Dzieci pytają o ojców. Matki nie mogą pogodzić się ze śmiercią synów, siostry nie rozumieją, że straciły
braci. O godz. 16 wszyscy wracają do kopalni. Ksiądz odprawia mszę. Nad kaplicą widnieje napis "Szczęść Boże". Tak do tej pory górnicy witali się pod ziemią. Teraz
nadszedł czas pożegnania...