Takiej rewolucji w górnictwie jeszcze nie było. Jednego dnia posady stracą szefowie wszystkich 17 kopalń należących do Kompanii Węglowej - pisze "Puls Biznesu".

Wygląda na to, że trzeba było śmierci aż 23 osób, by władze Kompanii Węglowej wreszcie przejrzały na oczy. Dopiero teraz najwyraźniej dotarło do nich, że nie mają zielonego pojęcia o tym, co tak naprawdę dzieje się w podległych im zakładach. Nie wiedzą, jak szarżuje się życiem ludzi, każąc np., bez względu na straszliwe niebezpieczeństwo, wydobywać na powierzchnię maszyny.

Do tej pory było tak, iż każda kopalnia miała pełną samodzielność. Kompanii zdawały relacje właściwie tylko z zysków i strat. Reszta nikogo nie interesowała. Dyrektor był panem i władcą zakładu i wszystkich pracowników. Do niego należało zawsze ostatnie słowo. Nie musiał nikomu spowiadać się z podejmowanych decyzji - ani kogo zatrudnia, ani też jakiej firmie zleca wykonanie dodatkowych zadań, do których nie ma własnych górników.

Ale koniec z tym. Osoby, które już na początku przyszłego roku zasiądą w fotelach szefów kopalni, mają w pełni być podporządkowane zarządowi Kompanii Węglowej. Tak, by cały czas miała ona pełną kontrolę nad tym, co się dzieje w jej spółkach, Czy to pomoże? Zobaczymy.